|
Więcej z wiatru !
Głos Wybrzeża 2002.04.26
Gdy mowa o usytuowanej na morzu farmie,
na myśl przychodzi hodowla ryb. Tymczasem chodzi o coś zupełnie
innego - o produkcję energii elektrycznej. Takie farmy, napędzane
morskim wiatrem, w Europie Zachodniej już istnieją. W Polsce pierwsza
stanie prawdopodobnie za dwa lata. Być może od razu powstaną dwa
zespoły elektrowni wiatrowych. Miejsce już wybrano - na północ
od Żarnowca, 4 kilometry od brzegu. Jeden zespół zamierza zbudować
firma "Wiatropol" z Gdyni, drugi - "Nowa Energia"
ze Słupska. Obie mają doświadczenie w instalowaniu takich urządzeń
na lądzie, głównie zresztą nad morzem.
Jeśli pominąć 600 letnią historię wiatraka,
który od stu lat jest już tylko zabytkiem, a także kilkudziesięcioletni
okres eksperymentowania z jego współczesnym mutantem, możemy przyjąć,
że energetyka wiatrowa narodziła się na początku lat 80 ubiegłego
wieku w Danii. Przełom przyniosło przyjęcie koncepcji budowania
nie pojedynczych wiatraków, ale całych zespołów zwanych farmami
lub parkami, liczących po kilkanaście lub kilkadziesiąt turbin
i podłączonych do ogólnej sieci energetycznej. Istotnym bodˇcem
było też przyjęcie orientacji na pozyskiwanie energii ekologicznie
czystej, ze ˇródeł odnawialnych, nawet, jeśli miałaby być droższa
od konwencjonalnej. Początkowo na kilkudziesięciometrowej wysokości
wieżach instalowano turbiny o mocy 50 kW. Obecnie standardem są
turbiny dwumegawatowe, a projektuje się nawet pięciomegawatowe.
Wielka piątka nadaje ton
Z początkiem lat 90 w rozwoju energetyki
wiatrowej nastąpiło ogromne przyspieszenie. W roku 1996 z tego
ˇródła pochodziło 0,08% wytwarzanej na świecie energii elektrycznej,
w roku 2000 - 0,25% (18,5 tys. MW), a w roku 2010 przewiduje się
1,8%. Na czoło wysunęły się Niemcy, na które przypada trzecia
część zainstalowanej mocy. Następne miejsca zajmują Hiszpania,
USA, Dania i Indie. "Wielka piątka" wytwarza ponad 80%
światowej energii wiatrowej. Eksperci wskazują, że wspomniane
przewidywania przyjdzie chyba skorygować w górę, a to z dwóch
przyczyn. Po pierwsze, Unia Europejska, która początkowo przyjęła,
że do roku 2010 osiągnie 12% udziału energii odnawialnej, ostatnio
podwyższyła ten wskaˇnik na następną dekadę do 20%, przy czym
70-80% z tego przypadnie na energię wiatrową. Czynnikiem drugim
może być szybszy od niedawnych założeń rozwój farm wiatrowych
lokowanych na morzu.
I na tym polu pionierem była Dania. Pierwsza
morska farma wiatrowa, złożona z 11 turbin po 450 kW została zbudowana
w roku 1991 w Vindeby przy bałtyckiej wyspie Lolland. Następna,
podobna, powstała w roku 1995. Instalacje te można uznać za doświadczalne.
Po pięciu latach powstała koło Middelgrunden w pobliżu Kopenhagi
największa, już w innej skali, elektrownia wiatrowa - złożona
z 20 turbin po 2 MW. Tymczasem w ślady Duńczyków poszli Holendrzy,
Szwedzi i Anglicy. Nikt jednak nie wytyczył nowych dróg tak śmiało
i dalekodystansowo jak pionierzy. Energetyczny plan Danii przewiduje
osiągnięcie w roku 2030 35% udziału energii odnawialnej. Wymagać
to będzie zainstalowania 5,5 tys. MW energetyki wiatrowej, w tym
4 tys. w farmach morskich.
Milowy krok na Morzu Północnym
Pierwszy, milowy krok w tym kierunku ma być
wykonany w tym roku, w lecie. Przedsięwzięcie zapowiada się imponująco.
Będzie to pierwsza farma wiatrowa usytuowana od strony Morza Północnego,
koło Horns Rev, wystawiona na silniejsze niż na Bałtyku wiatry
i bardziej niszczące sztormowe fale. 80 turbin po 2 MW trzeba
będzie ustawić w ciągu kilku letnich miesięcy, aby całość była
gotowa przed nadejściem jesiennych sztormów. - Nareszcie możemy
mówić o prawdziwej elektrowni, porównywalnej z innymi ˇródłami
energii - powiada dyrektor realizującej ten projekt skandynawskiej
firmy Vestas, Karl Gustav Nielsen, podkreślając, że ta elektrownia
zaopatrzy w energię elektryczną 150 tys. duńskich gospodarstw
domowych. Przedsięwzięcie imponuje nie tyle skalą efektu, co przezwyciężeniem
barier technologicznych i logistycznych. Jeśli pod tymi względami
zostanie uwieńczone sukcesem, o jego ostatecznym powodzeniu zadecyduje
efekt ekonomiczny.
Tu energetyka wiatrowa, w tym - ta w morskiej wersji, podlega
konfrontacji z innymi sposobami pozyskiwania energii. Energetyka
konwencjonalna, pod naciskiem odnawialnej i jądrowej, zmniejsza
koszty i redukuje uciążliwość względem środowiska. Wskazuje poza
tym na marnotrawstwo energii, na możliwość racjonalizacji jej
zużycia. Tradycjonaliści powiadają tak: - Nie negując aspektu
ekologicznego, rozważmy aspekt ekonomiczny. Jeśli energetyka konwencjonalna
potrafi konkurencyjnym kosztem spełnić wymogi ochrony środowiska,
nie ma potrzeby rozwijania energetyki wiatrowej. Gdyby nawet tylko
do tego, do stworzenia konkurencji pod względem ekologicznym,
sprowadzały się efekty energetyki wiatrowej, warto by było ją
rozwijać. Jej zwolennicy wskazują ponadto na dwa aspekty. Po pierwsze,
chociaż energetyka wiatrowa jest obecnie droższa od konwencjonalnej,
to w miarę postępu technicznego i technologicznego różnica ta
będzie ulegać niwelacji. Po wtóre, w rachunku pozyskania energii
ze ˇródeł konwencjonalnych nie uwzględnia się wszystkich kosztów,
a zwłaszcza utraty walorów środowiska w długim czasie (efekt cieplarniany,
rekultywacja terenów pokopalnianych, kwaśne deszcze, degradacja
gleby, etc.).
Są też szczególne wskazania na rzecz morskiej energetyki wiatrowej,
które już się objawiły w przypadku Danii i Holandii. Otóż są to
kraje o dużej gęstości zaludnienia i bardzo ograniczonych rezerwach
terenowych. Tam wyjście na morze stanowi swego rodzaju poszerzenie
terytorium państwowego. W innych okolicznościach na rzecz morskiej
energetyki wiatrowej przemawiać może odległość od ˇródeł konwencjonalnych
surowców energetycznych. Zarówno transport węgla czy ropy, jak
i przesyłanie wytworzonej energii na znaczne odległości zwiększa
jej koszt. W rachunku kompleksowym należy zwrócić uwagę na zależność
pomiędzy lokalizacją surowców energetycznych a skupiskami ludności
i centrami gospodarczymi. Trudno tu nie zauważyć, że najbardziej
zaludnione i najbardziej energochłonne są rejony nadmorskie, skądinąd
uprzywilejowane przez energetyczne wiatry, natomiast odległe -
przynajmniej w Europie, w tym i w Polsce - od ˇródeł surowców.
Barzowice i Cisowo
W Polsce energetyka wiatrowa stawia dopiero
pierwsze kroki. Sumaryczna wielkość zainstalowanej mocy na początku
ubiegłego roku wynosiła zaledwie 9,5 MW, co było zresztą efektem
ostatnich trzech lat. To, co wcześniej, lokowało się poniżej jednego
megawata. Jakościowym skokiem było zwiększenie tej ilości do 26
MW! Stało się tak głównie za sprawą zbudowania dwóch farm wiatrowych
w okolicach Darłowa: w Barzowicach (8x850kW) i w Cisowie (8x2MW).
W roku 2003 ma być już 130 MW.
Obecny udział energii ze ˇródeł odnawialnych
całości wytwarzanej w Polsce energii wynosi 2%, z czego znakomita
większość przypada na elektrownie wodne. Rozwojowi energetyki
wiatrowej nie sprzyja niska cena energii wynosząca około 0,05
USD za kilowatogodzinę, podczas gdy ceny w Unii Europejskiej są
dwukrotnie wyższe. Podwyżka cen jest jednak nieuchronna, a to
zniweluje ekonomiczną różnicę pomiędzy energetyką konwencjonalną
a wiatrową. Drugim czynnikiem jest przyjęte przez Polskę zobowiązanie,
że do roku 2010 udział energii odnawialnej zwiększymy do 7%. Bez
dynamicznego rozwoju energetyki wiatrowej nie da się tego dokonać.
Racje ekologiczne, racje ekonomiczne
Głównym rejonem budowy farm wiatrowych pozostanie
Wybrzeże, a to ze względu na panujące tu warunki atmosferyczne.
Poza Wybrzeżem silne i stabilne wiatry nawiedzają tereny górskie
i podgórskie oraz rejon Mazur i Podlasia. Na tej mapie nie ma
Bełchatowa, skądinąd znanego z największej w Polsce elektrowni
węglowej. Ale ta elektrownia, a raczej stowarzyszona z nią kopalnia
usypała dwustumetrowej wysokości hałdę. I oto okazało się, że
dzięki temu wyniesieniu panują tam warunki wiatrowe porównywalne
z górami i wybrzeżem. Tam właśnie postanowiono ulokować farmę
o łącznej mocy 50 MW.
Powróćmy jednak nad morze i na morze. Tu
swoją działalność rozwija aż kilkanaście firm, z których pięć
ma zaawansowane projekty, w tym dwa wspomniane na czele - Nowa
Energia i Wiatropol. Ta ostatnia spółka jest "córką"
międzynarodowego holdingu Worldwide Wind z centralą w Danii, aktywnego
też w Hiszpanii, a od roku 1998 także w Polsce i Estonii. - Pracujemy
nad kilkunastoma projektami wzdłuż całego wybrzeża, średnio po
20 MW mocy, z czego na farmy usytuowane offshore przypada około
100 MW - mówi dyrektor Wiatropolu Krzysztof Dobosz.
Z technicznego punktu widzenia budowa wiatraków
na morzu przy głębokości kilkunastu metrów nie nastręcza specjalnych
trudności. Wyższy koszt budowy powinna rekompensować wyższa wydajność
elektrowni, związana z silniejszymi i bardziej stabilnymi niż
na lądzie wiatrami. Komplikacje wynikają z innych względów. Chodzi
o względy ekologiczne oraz o ewentualne kolizje z innymi użytkownikami
strefy przybrzeżnej: rybołówstwem, żeglarstwem, wojskiem. Ekologowie
mówią o psuciu krajobrazu, o zagrożeniu dla ptactwa oraz ryb i
innych organizmów morskich. I mają z pewnością rację. Rzecz w
tym, że przy pełnym uwzględnieniu racji ekologicznych nie byłaby
możliwa żadna inwestycja - także dom jednorodzinny - bo każda
ingeruje w środowisko naturalne. Potrzebne jest zatem rozsądne
wyważenie racji. Oby tylko nie trwało to zbyt długo i nie stanęło
na drodze do rozstrzygnięć najbardziej racjonalnych.
Zwolennicy energetyki wiatrowej wskazują
także na względy społeczno - ekonomiczne. Nadmorska mapa ekspansji
energetyki wiatrowej pokrywa się z mapą bezrobocia i gospodarczego
marazmu. W pasie Wybrzeża jest miejsce dla tysiąca turbin dwumegawatowych
po milion dolarów sztuka. Jeśli dodać do tego prace towarzyszące
- drogi, mieszkania dla obsługi, urządzenia komunalne itp. - otwiera
się poważny front aktywności gospodarczej. Nadmorskie gminy już
to dostrzegają i stają się aktywnymi sojusznikami energetyki wiatrowej.
|