|
Energia Odnawialna
- Uzasadnione Wątpliwości
Autor: Tomasz Chmal
Rzeczpospolita
z dnia 4.06.2005
Panuje przekonanie, że energia ze źródeł
odnawialnych jest tania i "zielona", czyli jej wytwarzanie nie
szkodzi środowisku. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Wśród wrażliwych na ekologię obywateli "zielona"
energia cieszy się niezmiennym poparciem. Popularny jest pogląd,
że wystarczy zbudować farmę wiatrową, a energia "sama" się wytwarza.
Przepisy prawa nakładają na przedsiębiorstwa energetyczne obowiązek
zakupu w 2005 r. przynajmniej 3,1% zielonej energii w portfelu
energii sprzedawanej odbiorcom. Obowiązek zakupu tej energii
w kolejnych latach wzrasta aż do poziomu 9% w 2010 roku. Skoro
to przymus prawny, a nie zapotrzebowanie nabywców, zapewnia zbyt
na dany towar, należy wnikliwie przeanalizować argumentację za
wprowadzeniem takiego obowiązku.
Kto za to płaci?
Przyjmując
dane Urzędu Regulacji Energetyki (URE) za 2003 r. przeciętna
cena energii zielonej wyniosła w 2003 r. 219,42 zł/MWh. W
założeniach do kalkulacji taryf na 2005 r. URE przewidział, iż
cena zielonej energii może wynieść (dla pewnego wolumenu tej
energii) nawet 264,68 zł/MWh. Tymczasem cena energii konwencjonalnej
w kontraktach dwustronnych wynosi około 122 zł/MWh. Różnica w
cenie energii zielonej i konwencjonalnej (przyjmując niższą z
podanych wartości) wynosi prawie 100 zł za każdą MWh. Tym samym
cena zielonej energii jest prawie dwukrotnie wyższa od ceny energii
konwencjonalnej.
Z uwagi na fakt, iż obowiązek zakupu energii
zielonej w 2003 r. dotyczył 2.548 GWh (2,65% portfela energii)
przedsiębiorstwa energetyczne zmuszone były wydać na zakup
zielonej energii dodatkowo około 250 milionów złotych. Mając
na uwadze, iż w 2005 r. obowiązek zakupu energii zielonej dotyczy
już 3,1% portfela energii sprzedawanego odbiorcom i będzie wzrastał
w kolejnych latach, a ponadto brak jest podaży zielonej energii
na rynku, jej koszty mogą rosnąć dramatycznie. Zrozumiałe jest,
że koszty energii zielonej będą przenoszone na odbiorców końcowych.
Wątpliwości technologiczne
Oprócz wysokich
kosztów wytwarzania, z zieloną energią wiąże się także podstawowe
ryzyko technologiczne. Energia zielona w szczególności wiatrowa
ma bardzo nierównomierny cykl produkcyjny tj. jej produkcja
może mieć miejsce tylko przy określonym natężeniu wiatru. Oznacza
to, że system energetyczny pobierający zieloną energię musi
posiadać rezerwowe konwencjonalne źródło wytwórcze o takiej samej
mocy. Nie godzimy się przecież, aby wyłączyć oświetlenie ulic
lub blok operacyjny w szpitalu wówczas gdy wiatr przestaje wiać.
Z punktu widzenia odbiorcy energii zielonej
i systemu elekroenergetycznego kraju nie jest to sytuacja dobra.
Upraszczając, producent zielonej energii wysyła do odbiorcy następujący
komunikat: będę produkował i dostarczał energię, ale tylko wtedy,
gdy będą odpowiednie warunki pogodowe, a ty będziesz mi za to
płacił dwa razy tyle ile musiałbyś zapłacić na rynku kupując
energię konwencjonalną, a wówczas, gdy nie będę mógł produkować
kupisz sobie energię gdzie indziej. Pytanie, jaki przedsiębiorca
zgodziłby się na taką transakcję? W przypadku energii zielonej
nie ma jednak wyjścia. Obowiązek zakupu energii zielonej poparty
jest autorytetem państwa, które za jego niewypełniene może nałożyć
na przedsiębiorstwo energetyczne karę pieniężną nie niższą niż
dwukrotna wartość energii niezakupionej zielonej energii.
Czy na pewno zielona ?
W dyskusji na temat
zielonej energii wskazuje się na proekologiczny charakter
tej energii oraz zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego państwa
(własne źródła paliwa).
Z tymi argumentami trudno się zgodzić.
Farmy wiatrowe zwykle lokalizowane są na szlakach migracyjnych
ptaków, co oznacza, że bardzo często wiatraki powodują znaczne
spustoszenie w przelatujących tam stadach. Stąd np. w Holandii
ekolodzy przestali popierać farmy wiatrowe. Również produkcję
energii zielonej z biomasy trudno jest uznać za ekologiczną.
Produkcja ta zakłada spalanie cennego drewna po to, aby wyprodukować
pewne ilości " zielonej"
energii. Produkcja energii z biomasy wpłynęła na pogorszenie
warunków działania przemysłu drzewnego, który musi konkurować
o surowiec z producentami energii z biomasy.
Trudno jest mówić
o poprawie bezpieczeństwa energetycznego w sytuacji, gdy z
uwagi na brak pewności dostaw energii zielonej, muszą powstawać
konwencjonalne źródła energii. Ostatnie studia niemieckiej Agencji
Energetycznej wykazały, że pozytywne efekty ekologiczne można
osiągnąć znacznie szybciej i taniej, instalując nowoczesne filtry
w konwencjonalnych elektrowniach. Wysoka cena zielonej energii
wpływa na pogorszenie konkurencyjności całej gospodarki, i w
Niemczech, które w największym stopniu "postawiły na wiatr" coraz
częściej pojawiają się badania podważające sensowność tej polityki.
Wprowadzeniu obowiązku zakupu
zielonej energii w Polsce nie towarzyszyła należyta refleksja
nad skutkami takiego działania na gospodarkę. Uzasadnienia
dokumentów rządowych dotyczące zielonej energii posługują się
ogólnikami. Mowa jest ochronie środowiska, nowych miejscach pracy,
a gdy brakuje innych argumentów wskazuje się na wymogi UE. Trudno
oprzeć się wrażeniu, iż nasi decydenci bezwiednie poddali się
dyktatowi mody intelektualnej panującej w niektórych państwach
Europy i przyjęli, iż tak być musi. Być może warto odwrócić ten
sposób myślenia i zainteresować zieloną energią polskich przedstawicieli
w instytucjach UE.
Wydaje się, że jeżeli energia odnawialna
funkcjonuje przede wszystkim dzięki przymusowi prawnemu jej zakupu,
(a tak się dzieje np. w przypadku energii wiatrowej), to jej
uzasadnienie technologiczne i ekonomiczne, a co więcej "zielony"
charakter, jest co najmniej wątpliwe.
Autor jest ekspertem Instytutu Sobieskiego.
www.sobieski.org.pl
|