Menu:

| NOWOŚCI | O NAS | NASZA OFERTA | W MEDIACH | DOWNLOAD | KATALOG FIRM | FAQ | RÓŻNE

| ARTYKUŁY | PORADNIK | EKONOMIA | TECHNIKA | EKOLOGIA | PRAWO | FARMY WIATROWE | GALERIE

Archiwum...





Zapisz się...

Jesli chcesz być informowany o nowosciach z zakresu elektrowni wiatrowych i aktualizacjach serwisu wpisz swój adres e-mail.
Zapisz Usuń

Adresy będa wykorzystane tylko przez serwis "Elektrownie-wiatrowe" i nie będą udostępniane do innych celów.

Czerwiec 2004

 

Gazeta Wrocławska 22.06.2004

Wspomogą lokalną sieć energetyczną - Wiatrem zasilani.

Za kilka lat nadplaskim krajobrazem gminy górować będą maszty elektrowni wiatrowych. Bydgoska firma PGK System, jest w trakcie przygotowań dokumentacji technicznej do budowy farmy wiatrowej w okolicy Ciepłowodów. - To na razie jeszcze faza początkowa - mówi Michał Prażyński, współwłaściciel PGK System. - Mamy już za sobą pomiary wiatru, będziemy teraz podpisywać umowy dzierżawy z rolnikami, na których polach staną siłownie, opracowywać dokumentację techniczną i załatwiać związane z tym formalności. To trochę potrwa. Przewidujemy, że siłownie mogą stanąć w 2006 roku. - My z kolei przygotowujemy właśnie nowy plan miejscowego zagospodarowania przestrzennego - mówi wójt Ciepłowodów, Jan Bajtek.

Pod budowę siłowni wybrano miejsca u 25 rolników, ale turbin będzie na początek najwyżej 10 (każda z masztem wysokości 80 do 100 metrów i trzema skrzydłami o średnicy 70 do 90 m). Decyduje nie tylko prędkość wiatru, ale też możliwości podpięcia siłowni do sieci (zasilą lokalną sieć energetyczną). Szacuje się, że jedna turbina wytwarzać będzie 3,5 do 4 milionów kilowatogodzin rocznie. - Aby uzyskać oczekiwane efekty, średnioroczna prędkość wiatru na wysokości 80 do 100 metrów musi osiągać od 6,5 do 6,8 metrów na sekundę - mówi Michał Prażyński. - W rejonie Ciepłowodów właśnie tak wieje, co potwierdzają badania, prowadzone już od wielu miesięcy. Inwestycja nie jest tania. Wielkość nakładów to 1,1 miliona euro na megawat. Dla gminy elektrownie wiatrowe to i pieniądze, i atrakcja turystyczna. Dlatego inwestorom udziela się tu wszelkiej możliwej pomocy. - Gdyby postawiono tylko 10 takich siłowni, to z podatku od nieruchomości mielibyśmy od 500 do 700 tysięcy złotych - szacuje wójt, Jan Bajtek. - Liczymy też na turystów. W naszym rejonie nie ma takich elektrowni, więc atut ten można by było wykorzystać.

 

Nowiny Jeleniogórskie 22.06.2004

Obawiają się wiatraków

Mieszkańcy Pisarzowic i Janiszowa obawiają się budowy farmy wiatrowej. Firma z Karpacza chce postawić jedenaście takich urządzeń na polu jednego rolnika. Ostatecznej decyzji lokalizacyjnej nie wydał jeszcze Urząd Gminy.

Najbardziej poszkodowane czują się siostry: Danuta Stasicka i Edwarda Kubicka. Obie mają działki w pobliżu planowanej farmy. Jak twierdzą, nie są przeciwne inwestycji służącej rozwojowi gminy. Uważają jednak, że w tym przypadku należy im się rekompensata za zrzeczenie się praw do ziemi czy też obniżenie jej wartości. Elektrownie wiatrowe są zaliczane do inwestycji, które mogą pogorszyć stan środowiska. Jednak, jak zapewnia Joanna Pałkiewicz z kamiennogórskiego starostwa, na granicy pierwszych zabudowań nie będzie szkodliwego działania. Taką opinię wydano po zapoznaniu się z wcześniej opracowanym raportem. - Nie chodzi nam o hałas. Nie boimy się, że kury nie będą znosić jaj. Spodziewamy się spadku wartości i atrakcyjności pola. Nie będziemy mogły przeznaczyć go pod żadne uprawy, zalesienie czy też na rekreację - twierdzi Danuta Stasicka. Siostry tłumaczą, że pole jest spadkiem po gospodarstwie rodziców i że stanowi pewnego rodzaju zabezpieczenie materialne. - Nie możemy wyzbyć się tego w imię czyichś korzyści - dodaje Stasicka.

Pierwotnie w Pisarzowicach i Janiszowie miało stanąć dwanaście wiatraków. Jak mówi wójt gminy Kamienna Góra Stanisław Szmajdziński, po uwagach osób zainteresowanych urzędowym postępowaniem koncepcja zmieniła się. - Inwestor nie chciał wchodzić z mieszkańcami w konflikt, jeden wiatrak zlikwidował, w przypadku trzech zmienił lokalizację - mówi wójt Szmajdziński.

Danuta Stasicka zauważa, ze w pierwszej wersji śmigła trzech wiatraków wystawały na sąsiednie pola innych gospodarzy. Mieszkańcy, a także zainteresowane instytucje ponownie otrzymały informację o planowanej inwestycji. - Czekamy na opinię z Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych. Dziś nie wiem jeszcze, jaka będzie nasza ostateczna decyzja w sprawie lokalizacji wiatraków - mówi wójt Szmajdziński.

Inwestor zakładał, że farma będzie uruchomiona w maju tego roku. Ma już podpisaną umowę na odbiór energii. Wójt zapewnia, że firma jest bardzo dobrze przygotowana. W ubiegłym roku zgłosiła się do urzędu gminy z kompletem dokumentów. W tym niewątpliwie nowatorskim pomyśle wójt już dopatrzył się korzyści. Będzie kilka miejsc pracy, gmina będzie miała stały dochód, zostanie również w części spełniony zapis w traktacie akcesyjnym. Dziś na terenie naszego kraju "białą energię" wytwarza się na poziomie 2,5 proc. Do 2010 roku wskaźnik ten musi wzrosnąć do 7,5 proc.

Badania siły wiatrów na ziemi kamiennogórskiej rozpoczęła Brama Lubawska. Fundacja nie uwierzyła w oficjalne mapy, z których wynikało, że powiat kamiennogórski nie jest atrakcyjny dla tego typu inwestycji. Ekspertyzy dowiodły, że wiatry wieją na tyle mocno i stale, że budowa wiatraków energetycznych może się opłacać. - Gdyby pierwsze badania były rzetelne, wiatr zasilałby oczyszczalnię ścieków w Przedwojowie. Urządzenie chcieli przekazać nam Duńczycy, z którymi od lat współpracujemy - mówi wójt Szmajdziński. Teraz inwestorzy są zainteresowani nie tylko Pisarzowicami i Janiszowem. Dobrze duje na ulicy Lubawskiej w Kamiennej Górze. Jednak najlepsze warunki atmosferyczne dla wiatraków są w okolicy Okrzeszyna i Chełmska. Tam powietrze ściśnięte między górami wyraźnie przyspiesza, tworząc tzw. efekt tunelowy.

 

Głos Pomorza 16.06.2004

Pieniądze z wiatrem

W przyszłym roku w Tymieniu, Strachominie i Łopienicach stanie ponad 20 wysokich na 100 metrów siłowni wiatrowych. W Będzinie liczą, że wiatraki opłacą się gminie. Chodzi przede wszystkim o podatki, ale nie tylko. Przykład Cisowa pod Darłowem, gdzie znajduje się grupa największych w Polsce farm siłowni wiatrowych wskazuje, że wiatraki są nie tylko przyjazne dla otoczenia i środowiska, lecz także magnesem dla turystów. Ustronie na brak wczasowiczów narzekać nie może, ale Będzino, z 4,5-kilometrowym dostępem do morza i urokliwym kurortem w Pleśnej, potrzebuje promocji. - Wiatraki to dobra promocja - przyznaje Ryszard Sawicz, wójt Będzina. - Dla gminy to czysty zysk. Zysk to również dwuprocentowy podatek od wartości nieruchomości, który właściciel będzie odprowadzał do kasy gminy. W pierwszym okresie, o ile Rada Gminy przychyli się do wniosku inwestora o zastosowanie ulgi podatkowej, będzie to około 1-2 miliona złotych, ale w przyszłości więcej. - Wartości te na razie mają wymiar szacunkowy - uprzedza wójt. Tymczasem cały budżet roczny Będzina wynosi około 13 milionów złotych. Z tego na utrzymanie placówek oświatowych gmina wydaje 60 procent, a na inwestycje (wyjątkowo w tym roku aż) 3,1 miliona złotych. Pozwolenie na budowę siłowni w Tymieniu i Strachominie (po osiem wiatraków) oraz w Łopienicach (siedem), starostwo powiatowe w Koszalinie wydało pod koniec maja tego roku. Inwestor, warszawska spółka "EEZ" - ta sama, która postawiła siłownie w Cisowie, ustami swojego przedstawiciela Krystiana Stachowiaka zapowiada, że park wiatraków zostanie oddany do użytku w przyszłym roku. Każda z siłowni, o mocy 2 MW, będzie miała wieżę wysoką na 100 metrów i 40-metrowe śmigła. - Siłownie będą największą z inwestycji w okolicy - przyznaje Ryszard Sawicz. - Liczymy, że przyczynia, się do rozwoju gminy.

W sumie w Polsce, nie tylko na Wybrzeżu, lecz także w Małopolsce, na Śląsku i Podkarpaciu, znajduje się 37 farm wiatrowych o różnej mocy. Łączny koszt inwestycji w sektorze energetyki odnawialnej dawno przekroczył 100 milionów dolarów.

 

Gazeta Wyborcza, 08.06.2004

Powiało, a potem ucichło

Komisja Europejska ostrzega: jeżeli rządy 25 państw Unii, zwłaszcza tej "starej", nie podejmą radykalnych działań, ambitne plany redukcji zanieczyszczeń atmosfery pozostaną na papierze.

Przyjęta we wrześniu 2001r. dyrektywa o promowaniu elektryczności ze źródeł odnawialnych zakładała, że do 2010r. aż 22,1% prądu pochodziłoby z farm wiatrowych, małych elektrowni wodnych, spalania biopaliw itp. W chwili gdy dyrektywa powstawała, udział ekologicznych źródeł był zdecydowanie mniejszy. W całkowitym bilansie wynosił raptem 6% w porównaniu z 40% ze spalania ropy, 23% gazu, 15% węgla i 16% generowanych w elektrowniach nuklearnych.

Zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w bilansie energetycznym UE miałoby duże znaczenie dla środowiska. Emisja dwutlenku węgla do atmosfery zmniejszyłaby się o 200 mln ton rocznie. Komisja Europejska we właśnie opublikowanym raporcie alarmuje jednak, że postęp w zwiększaniu produkcji zielonej energii jest zbyt mały, żeby osiągnąć założone w dyrektywie cele.

- Jeżeli nic się nie zmieni, osiągniemy marne 18% - ostrzegła unijna komisarz do spraw transportu i energii Loyola de Palacio. Tylko cztery państwa Unii będą w stanie spełnić wymogi dyrektywy: Niemcy, Dania, Finlandia i Hiszpania. Na drugim końcu listy są Grecja i Portugalia, które są bardzo daleko od wyznaczonych im progów.

Komisja Europejska przyznaje, że najskuteczniejszym środkiem generowania ekologicznej elektryczności okazały się elektrownie wiatrowe. Tzw. moc zainstalowana wiatraków w Niemczech, Hiszpanii i Danii będzie większa o 100%, niż planowano trzy lata temu. Ale to nie wystarczy, bo z elektrowni wiatrowych pochodzi tylko 2,4% zużywanej w Unii elektryczności.

Raport Komisji Europejskiej przyznaje, że osiągnięcie założeń dyrektywy będzie kosztowne - w skali całej Unii Europejskiej wymaga nakładów rzędu 10-15 mld euro. Hiszpania, Niemcy i Dania zdaniem Komisji mogą być przykładem, że odpowiednie prawo i publiczne programy pomocowe dla energetyki ekologicznej są w stanie zachęcić prywatnych inwestorów do pokrycia większości kosztów (energia pochodząca z turbiny wiatrowej jest droższa od tej wytwarzanej w klasycznej elektrowni, ale np. rząd w Holandii zachęca do jej kupowania, zdejmując z niej część podatku).

Organizacje ekologiczne skrytykowały raport Komisji Europejskiej - przed jego publikacją domagały się bowiem, żeby Bruksela jeszcze podwyższyła poprzeczkę, ustalając na lata po 2010r. bardziej ambitne progi udziału zielonej energii w rynku. Proponowały 25% w 2020r. Komisja zdecydowała się jednak tego nie robić - za co została skrytykowana we wspólnym oświadczeniu podpisanym przez trzy największe organizacje ekologiczne: WWF (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody), Greenpeace i Friens of the Earth.

WWF opublikował w styczniu br. własne wyliczenia, z których wynika, że na rozwoju energii odnawialnej szczególnie dużo zyskać mogłyby nowe kraje członkowskie Unii, które dzięki wynegocjowanym okresom przejściowym nie muszą osiągnąć zapisanych w dyrektywie progów (nasz pułap ustalono na 7,5% w 2010r.). Zdaniem WWF tylko w Polsce rozwój odnawialnych źródeł energii (przede wszystkim spalania biomasy) mógłby stworzyć 40-60 tys. nowych miejsc pracy.

Głos, także krytyczny, zabrali również przedstawiciele "tradycyjnych" wytwórców elektryczności. Eurelectric - lobby koncernów elektrycznych - zarzuca rządom, że bez ograniczeń subsydiują odnawialne źródła, co nijak ma się do zasad wolnorynkowych.

Komisja ich protestów jednak nie słucha i już zapowiada, że w 2005r. stworzy projekt unijnych zasad wspierania producentów zielonej energii, które zastąpią albo uzupełnią już istniejące, narodowe systemy.

Strona główna | Oferta | Media | Katalog firm | Artykuły | Poradnik | Technika | Ekonomia | Ekologia | Prawo | Farmy | Galerie

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Created by Paweł Premicz 2000-2006 KVM