|
Marzec 2002
Gazeta Chojeńska 13.03.2002
Oby mocno wiało
Trzy siłownie o łącznej mocy 4,5 MW miały
stanąć w Bolkowicach koło Widuchowej. Gdy podpisywano umowę w
obecności władz powiatowych i wójta gminy Widuchowa, zapewniano,
że w ciągu roku ruszy budowa. Tymczasem ten okres już minął, a
na wzgórzach bolkowickich nic się "nie rusza". O przyczynę
tego opóznienia zapytaliśmy wójta Wacława Gołąba. - Firma, która
podjęła się budowy siłowni wiatrowych, wzięła na siebie wszystkie
sprawy związane z pozwoleniami na budowę - powiedział nam wójt
Gołąb. - Okazuje się, że ich uzyskanie nie jest wcale takie proste.
Do tej pory nie mają pozwolenia, a podstawową przeszkodą jest
zmiana w planie zagospodarowania przestrzennego tego terenu. Poproszono
nas o odpowiednią uchwałę w tej sprawie i rada się tym zajmie.
Wynikło z tego powodu roczne opóznienie, ale dla gminy będzie
ono korzystne, bo okazało się, że w międzyczasie właściciel gruntu
- "Armarol" i spółka budująca siłownie uzgodnili, że
wybuduje się 10, a nie - jak pierwotnie projektowano - 3 wiatraki.
Dla gminy pobierającej podatek od nieruchomości to czysty zysk.
Przy dużej wartości inwestycji jest to niebagatelna kwota.
Gazeta Malborska 03.07.2002
Wiatrowa na sprzedaż
Elkop przymierza się do sprzedaży 30% akcji
tzw. farmy wiatrowej w Barzowicach koło Słupska, należącej do
firmy Elektrownie Wiatrowe z Pieńkowa. W tym celu prowadzi rozmowy
z potencjalnymi inwestorami, zarówno polskimi, jak też zagranicznymi.
Jedną z opcji jest sprzedaż pakietu prywatnemu inwestorowi, który
w farmie posiada już 50% akcji.
Pieniądze uzyskane ze sprzedaży akcji firma
przeznaczy na realizację kolejnych projektów. W okolicach Przełęczy
Dukielskiej firma postawiła już maszty, których zadaniem jest
pomiar natężenia wiatru. Właśnie w tamtym rejonie Polski powstać
mają dwie farmy wiatrowe, które firma zamierza postawić wraz ze
spółką zależną El-Eko Systems. Elkop ma w niej 56% udziałów. Pierwotnie
budowa obiektów miała rozpocząć się w tym roku, jednak realnym
terminem (pod warunkiem, że uda się sprzedaż wspomnianego pakietu
i znajdzie się chętny do wejścia kapitałowego w farmę) wydaje
się rok 2003. Elkop zajmuje się świadczeniem usług elektromontażowych
oraz produkcyjnych w branży elektrycznej. Firma w roku 2001 zanotowała
prawie 13,7 milionów przychodów ze sprzedaży, przy niemal 3 milionach
straty netto.
Gazeta Wyborcza 12.03.2002
Wiatraki pod Łodzią
W Bełchatowie pod Łodzią stanie gigantyczna
elektrownia wiatrowa. Czy polskie krajobrazy zaczną wkrótce przypominać
Wyspy Kanaryjskie?
Zwałowisko w kopalni odkrywkowej Bełchatów
ma 200 metrów wysokości. Na górze usypanej przy wydobyciu węgla
nie ma drzew, ani budynków. Przez cały rok wieje tam silny wiatr,
główne z zachodu i północnego zachodu. Słowem, idealne miejsce
na elektrownię wiatrową! Taka myśl przyszła do głowy władzom gminy
Kamieńsk.
- Wkrótce ruszy budowa wiatraków. Rozpoczęliśmy
już procedurę wprowadzania zmian w planie zagospodarowania przestrzennego
- poinformował wczoraj Edward Chłapiński, wiceburmistrz Kamieńska.
Właśnie na terenie tej gminy leży zwałowisko pozostało po odkrywce
kopalni Bełchatów. Za kilka miesięcy ma się tam rozpocząć instalacja
wiatraków - około 30 stumetrowej wysokości urządzeń. Każde z nich
będzie miało śmigła zataczające krąg o średnicy 60 m. Moc "wiatrakowej
farmy" sięgnie nawet 50 megawatów. To tylko kilka procent
mocy, jaką dysponuje Elektrownia Bełchatów, ale za to tak produkowana
energia jest wyjątkowo tania. Wiatr nic nie kosztuje, a kilkadziesiąt
wiatraków obsługuje zaledwie kilka osób.
Jedyny problem to koszt inwestycji, który
może sięgnąć nawet 50 mln dol. Kto sfinansuje przedsięwzięcie?
- Spółka czterech firm - informuje Bogdan Piskorski, prezes bełchatowskiego
Termallu, która zajmie się koordynacją przedsięwzięcia. Oprócz
Termallu, który wniesie do spółki technologię, wejdą do niej też
trzy bardzo bogate firmy: Elektrownia Bełchatów II, Zakład Energetyczny
Łódz - Teren oraz Elektrownie Szczytowo - Pompowe należące do
Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Nie wiadomo jeszcze jakie
będą udziały poszczególnych partnerów w spółce. Każdy z nich chciałby
ich mieć jak najwięcej.
Największa obecnie elektrownia wiatrowa w
Polsce znajduje się w Cisowie nad morzem. W jej skład wchodzi
dziewięć wiatraków o łącznej mocy 18 megawatów. W ostatnich latach
w Polsce powstało kilka dużych elektrowni wiatrowych - głównie
nad Bałtykiem. Mniejsze elektrownie dysponujące jednym, dwoma
wiatrakami nad morzem trudno zliczyć. Skąd boom na ten rodzaj
energii? - To zasługa nowego prawa energetycznego i rozporządzenia
Ministra Gospodarki z grudnia 2000 r. - tłumaczy Krzysztof
Prasałek, szef działu Nowych Technologii w spółce EPA
zajmującej się budową elektrowni wiatrowych. Nowe prawo zmusza
polskie zakłady energetyczne i sieci przesyłowe do kupowania energii
ze zródeł odnawialnych (takim jest wiatr). W zeszłym roku co najmniej
2,4 proc. sprzedawanej przez nie energii musiała pochodzić z takich
zródeł. Ten udział będzie się stopniowo zwiększał, by w 2010 r.
osiągnąć 7,5 proc.
Gazeta Wyborcza 05.03.2002
Znikome obroty
Producenci i odbiorcy energii elektrycznej
w małym stopniu korzystają z możliwości, jakie daje im Giełda
Energii. Powodem są przepisy regulujące obrót energią w Polsce.
W kwietniu 1999 r. ministrowie skarbu państwa, gospodarki i finansów
przyjęli plan działań dotyczący liberalizacji rynku energii elektrycznej
i prywatyzacji sektora energetycznego. Przewidywał on m.in. utworzenie
jeszcze w tym samym roku Giełdy Energii (GE) - miejsca, gdzie
producent energii mógłby się spotkać z potrzebującym jej odbiorcą.
W lipcu 2000 roku na giełdzie zostały zrealizowane pierwsze transakcje.
W pierwszych kilkunastu miesiącach funkcjonowania obroty na Giełdzie
powoli, ale systematycznie rosły. We wrześniu ubiegłego roku całkowicie
się załamały.
- Przyczyną tego załamania jest wprowadzenie w Polsce tzw. rynku
bilansującego dobowo-godzinowego - twierdzi Jan Buczkowski, prezes
Giełdy Energii. - Na rynku tym producenci energii mogą na przykład
odkupić od spółek dystrybucyjnych niewykorzystaną, ale zakontraktowaną
w umowie energię elektryczną po nierynkowej, zaniżonej cenie -
dodał. Według specjalistów zwiększyć wartość obrotów zawartych
transakcji na Giełdzie Energii mogą dopiero kolejne etapy liberalizacji
rynku energii w Polsce - zwłaszcza zmiana konstrukcji rynku bilansującego
dobowo-godzinowego oraz zlikwidowanie kontraktów długoterminowych.
- To, czy odniesiemy sukces, zależy od rzeczywistej woli utworzenia
konkurencyjnego rynku energii w Polsce - podsumował prezes Buczkowski.
Mimo problemów z obrotem Giełda Energii próbuje dostosować swoją
ofertę do odpowiedników w Europie.
Obecnie możliwe jest zawarcie transakcji na rynku określanym mianem
natychmiastowego oraz terminowego. Ten pierwszy to tzw. rynek
dnia następnego, gdzie fizyczna dostawa energii następuje dzień
po zawarciu transakcji.
W ubiegłym roku giełda przygotowała też terminowy rynek energii
elektrycznej (kontrakty terminowe na energię elektryczną z fizyczną
dostawą). Służą one głównie zabezpieczeniu przed ryzykiem zmiany
cen energii elektrycznej w przyszłości - odbiorców przed wzrostem,
a sprzedających przed spadkiem. Jednak ze względu na zbyt małe
obroty na rynku tradycyjnym nie rozpoczęto na nim transakcji.
W dalszej perspektywie giełda zamierza też stworzyć rynek dla
innych produktów - gazu, paliw płynnych czy handlu pozwoleniami
na emisję zanieczyszczeń.
Kurier Szczeciński 27.02.2002
Szansa na pracę
Karlino. Dwie duże inwestycje, które maja
szansą ruszyć w przyszłym roku, mogą przynieść pracę kilkudziesięciu
bezrobotnym, a gminie prawie 5mln dochodów rocznie. Jedni inwestorzy
chcą tu bowiem zainstalować kilkanaście wiatraków energetycznych,
inni uruchomić uprawę warzyw i kwiatów.
W całej gminie miałoby stanąć 30-40 wiatraków.
Już trwają procedury prowadzące do zmian w planie zagospodarowania
przestrzennego zainicjowane przez gminę i rolników. Samorząd i
mieszkańcy liczą na to samo - miejsca pracy i pieniądze.
- Dwa procent wartości inwestycji w formie
podatku da około 5 mln. Złotych, czyli niemało podwoi nasze dochody
budżetowe. - uważa burmistrz Waldemar Miśko. - Firmy lokalne mogą
z kolei liczyć na zamówienia przy powstawaniu infrastruktury technicznej.
Prace projektowe nadzoruje wojewódzki konserwator
przyrody, trwają rozmowy z Polska Siecią Energetyczną, a Zakład
Energetyczny powinien wkrótce wydać techniczne warunki budowy.
Gazeta Pomorska 27.02.2002
Wiatrak na polu
W gminie Radziejów.
Jeszcze w tym roku obok radziejowskiego wysypiska
śmieci rozpocznie się budowa trzech siłowni wiatrowych, finansowanych
przez Niemców. Wójt gminy zaciera ręce: będą pieniądze i miejsca
pracy.
Park wiatrowni siłowych (ciekawe
określenie - P.P.) to jeden z pomysłów, które wójt Jerzy
Zmierczak próbuje przenieść z Niemiec w okolice Radziejowa. Pomysł
realny, bo badania wykazały, że na Kujawach wieje na tyle mocno,
by praca turbin wiatrowych była opłacalna. Na dodatek znalazł
się inwestor, który chce gminie trzy takie elektrownie pobudować
za swoje pieniądze. - Do nas należy tylko zmiana planu zagospodarowania
przestrzennego - wójt cieszy się, że gmina może coś zyskać bez
uszczerbku dla swego budżetu. Przeciwnie, gdy siłownie zaczną
pracować, wiatr przywieje złotówki do gminnej kasy.
Niemcy chcą budować
Budową siłowni wiatrowych na Kujawach zainteresowana
jest firma Projekt z Oldenburga. - Będziemy budować w Polsce kilka
parków wiatrowych. Najbardziej zaawansowane prace są w Karlinie.
- tłumaczy Ewa Walenziak, kier. Biura Projektów niemieckiej firmy.
W przypadku Radziejowa plany firmy spotkały się z inicjatywą wójta,
który poszukiwał kontaktów z inwestorami. - Dzięki wójtowi, który
zainspirował nasze badania poza pasem wybrzeża Bałtyku wiemy,
że odpowiednio silne wiatry są także na Kujawach - przyznaje przedstawicielka
niemieckiej firmy. - Już zaakceptowaliśmy lokalizacją trzech pierwszych
siłowni, które sfinansujemy sami i które będziemy eksploatować
przez 25 lat. Budowa ruszy za kilka miesięcy. Trzy pierwsze wiatraki
o niewielkiej mocy ( 500kW ) staną na obrzeżu wysypiska śmieci
niedaleko Przemystki. Siłownie większej mocy mają powstać nieco
dalej, na północ od miasta, na gruntach AWRSP. Obecnie dzierżawi
je spółka Brompol. - Rozmowy z agencją idą opornir. Dzierżawca
chciał wykupić grunty, ale agencja przedłużyła umowę dzierżawną
o rok. Jeśli ten teren nie wchodziłby w grę, mamy inny, na południe
od Radziejowa - tłumaczy wójt. Bo siłownia wiatrowa nie może powstać
byle gdzie. Nie chodzi o sam wiatr, ale także o odległość od domów,
bowiem szumy powstające przy pracy turbin wiatrowych są uciążliwe.
Na pierwsze trzy wiatraki Niemcy chcą wydać 0,5 miliona euro.
Park liczący 30 wiatraków to znacznie kosztowniejsze przedsięwzięcie.
Turbiny mają dostarczać w sumie 60 MW energii. Każdy taki wiatrak
to koszt 9 milionów złotych, dlatego firma Projekt poszukuje partnerów
do tego przedsięwzięcia.
Nadmiar energii.
Obecnie w Polsce pozyskuje się 2% energii
ze ˇródeł odnawialnych. Energia ta jest trzykrotnie droższa od
tradycyjnej. - To jeden z aspektów, dla których nie chcemy kupować
więcej energii ekologicznej. Odczuliby to nasi odbiorcy prądu.
Już teraz nadmiar energii ekologicznej sprzedajemy innym zakładom
energetycznym. Dlatego nie jesteśmy zainteresowani ani uczestnictwem
w budowie parku wiatrowego w Radziejowie, ani zakupem produkowanej
tam energii. Radzimy inwestorom poszukać innych odbiorców - mówi
dyrektor Ruciński i podkreśla, że jego firma może pośredniczyć
w przesyle prądu z radziejowskich siłowni wiatrowych do zainteresowanych
odbiorców.
Przyszłe wiatraki zainteresowały nie tylko gminę. - Gdy rolnicy
dowiedzieli się, że wiatrak na polu da im zarobek, drzwi do mojego
gabinetu nie zamykały się. Każdy chciał takie cudo mieć u siebie
- śmieje się wójt. Trudno się dziwić - Niemcy chcą płacić 3% wartości
energii sprzedanej albo 50 tysięcy złotych jednorazowo odszkodowania
za posadowienie siłowni. Zajmuje ona około 150 m2. Sąsiednie grunty
można uprawiać.
Wójt Zmierczak nie tylko liczy na pieniądze, które wpłyną do gminnej
kasy, ale cieszy się też z nowych miejsc pracy. Niemcy chcą, żeby
przy budowie siłowni i dróg dojazdowych pracowały lokalne firmy.
Polscy energetycy (znający język angielski lub niemiecki) zajmą
się konserwacją i utrzymaniem siłowni.
W gminie mają nadzieję, że budowa ruszy wczesną jesienią. Najpierw
trzeba zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. Radni zajmą
się tym na marcowej sesji.
Gazeta Pomorska 27.02.2002
Wystawiony do wiatru
- Gdybym przed laty miał wiedzę i doświadczenie
takie jak dziś, nikt nie namówiłby mnie na zbudowanie siłowni
wiatrowej. Zysk z tego żaden. Tylko gmina ma atrakcję turystyczną,
a ja satysfakcję, że jestem pierwszym prywatnym właścicielem nowoczesnego
wiatraka - mówi Piotr Kokoszka, rolnik z Wrocek w gminie Golub
- Dobrzyń.
Kokoszce osiem lat temu zamarzyło się ekologiczne zródło energii.
Nie chciał truć powietrza węglem spalanym w piecu. Miał nadzieję,
że w gospodarstwie podłączy do prądu wszystko, co się da, a nadwyżki
wyprodukowanej energii przez wiatr sprzeda Zakładom Energetycznym.
Z motyką na słońce
- Nie rzucałbym się z motyką na słońce, gdybym
nie wiedział, że od 1990 roku obowiązuje rozporządzenie ministra
finansów zwalniające z podatku na 5 lat "prowadzących działalność
gospodarczą, której przedmiotem jest wytwarzanie energii elektrycznej
z wiatru i wody oraz wytwarzanie biogazy" - cytuje odpowiednie
paragrafy. - Ponadto Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej obiecywał umorzenie kredytu, gdy ten zostanie terminowo
spłacony przynajmniej w połowie. Niestety, z żadnej z tych możliwości
nie mogłem skorzystać. Ale dowiedziałem się o tym dopiero wtedy,
gdy wiatrownia już stała i pracowała. Budowa wiatraka o mocy 160
kW kosztowała 320 tysięcy złotych, z czego 30% musiał wyłożyć
rolnik. W kwocie tej mieści się nie tylko sam wiatrak, ale też
250 metrów sieci i stacja trafo niezbędna, żeby prąd z wiatru
mógł popłynąć do sieci energetycznej. Jedną trzecią kosztów sfinansował
Ekofundusz, natomiast kolejne 40% pochodziło z pożyczki NFOŚiGW,
początkowo oprocentowanej na 12, a po roku na 8%. - Spłacam ją
od siedmiu lat. Ostatnią ratę zapłacę za półtora roku - liczy
rolnik.
Tanio sprzedaje, drogo kupuje
Nadzieje Kokoszki na tani prąd produkowany
w gospodarstwie okazały się płonne. - Całą energię muszę sprzedawać
Zakładom Energetycznym, od których kupuję prąd na własne potrzeby.
Taniej? Nic podobnego. Zakłady kupują ode mnie ekologiczny prąd
po 0,31 kW/h, a ja im płacę 0,39 kW/h. - Rolnik pokazuje fakturę
ze stycznia br. Wynika z niej, że zużył 790 kW/h prądu w ciągu
miesiąca. Do zapłaty 283 zł 14 gr, z czego za zużytą energię 121
zł 60 gr (około 40%) i aż 161,54 zł za ... przesył. Z logiką nie
ma to wiele wspólnego, gdy spojrzy się za okno, za którym widać
ˇródło prądu.
Ale nie tyle opłaty za energię i jej przesył
biją rolnika po kieszeni, bo Kokoszka sprzedaje prądu więcej niż
zużywa i nawet jeśli za zużyty prąd płaci drożej, to rachunek
(nie licząc kredytu) wychodzi na plus. - Gdy tylko stanął wiatrak,
natychmiast znalazł mnie fiskus. Okazało się, że przestałem być
rolnikiem, a stałem się przedsiębiorcą. W Urzędzie Skarbowym wybili
mi z głowy nadzieje na jakiekolwiek zwolnienia podatkowe. Rozporządzenie
ministra finansów, które brałem pod uwagę inwestując w siłownię,
okazało się nieaktualne. Jako przedsiębiorca muszę płacić ZUS
i 22% VAT od sprzedawanej energii. Na dodatek gmina upomniała
się o podatek od wartości nieruchomości. W ubiegłym roku dzięki
wstawiennictwu Stowarzyszenia Energetyków Polskich umorzono mi
go, co będzie w tym roku - nie wiadomo. Lada dzień trzeba się
spodziewać akcyzy w wysokości 2 gr za 1 kW/h.
Wiatrak jak 60 krów
Rolnik z Wrocek nie może się nadziwić, że
tyle się mówi o energii odnawialnej, jej zaletach dla środowiska,
a nie pomaga tym, którzy chcą w tę dziedzinę inwestować. W jego
gospodarstwie, mimo pracującej siłowni ekologicznej, nie poprawił
się stan środowiska, bo w domu nadal pali się węglem w piecu c.
o. - Coś nas tknęło, żeby nie przerabiać instalacji na elektryczną.
Już dawno poszlibyśmy z torbami.- Kokoszka przywołuje przykład
niedużej Danii, gdzie odpowiednimi preferencjami dla inwestorów
potrafiono zrobić z siłowni wiatrowych narodowy biznes. - Duńskie
wiatraki już w 2000 roku dawały 11% energii elektrycznej. Duńczycy
wyspecjalizowali się w ich budowie i dziś stawiają je w Kalifornii,
Indiach, Azji. - Gospodarz odtwarza z taśmy radiową audycję z
jego udziałem, w której eksperci mówią, że w Danii zysk z jednej
siłowni wiatrowej równa się zyskowi z mleka uzyskiwanego z 60
krów.
CIRE 27.02.2002
Wzrosną ceny zielnej energii
W nadchodzących latach udział zielonej energii,
w całej energii produkowanej we Francji, ma być zwiększony do
21 proc.
Jednak jak zapowiada prezes francussiego
odpowiednika naszego Urzędu Regulacji Energetyki, Jean Syrota,
zwiększenie udziału czystej energii wpłynie na ceny, które według
prognoz, mogą zwiększyć się o 6 EURO za MWh. Równocześnie spodziewane
jest tym samym zwiększenie dopłat dla producentów energii, które
w 2002 roku wyniosą w sumie 1,3 mld EURO, w tym około 920 mln
EURO będą to dopłaty do produkcji zielonej energii.
Analitycy przewidują, że zmiany te spowodują
podwyżkę rachunków za elektryczność dla dużych przedsiębiorstw
średnio o 5 proc.
Głos Koszaliński 20.02.20
Kręcenie wiatru
W przyszłym roku w okolicach Karlina stanie
kilkadziesiąt wiatraków. Dzięki elektrowni wiatrowej, która ma
mieć ponad 70 MW mocy, do budżetu gminy Karlino wpływać będzie
kilkaset tysięcy złotych rocznie. To może być największa inwestycja
w powiecie.
W karlińskim urzędzie rozpoczęły się właśnie
prace związane ze zmianą planu zagospodarowania przestrzennego.
Kilkanaście hektarów gruntów ma być przeznaczonych pod budowę
farmy wiatrowej. Do końca czerwca radni gminy mają zmiany planu
zatwierdzić. Wtedy inwestycja będzie mogła ruszyć.
- Zbudowanych zostanie ponad 30 wiatraków
- mówi Waldemar Miśko, burmistrz Karlina. - Każdy o mocy 2 MW.
Wiem, że inwestorzy już zgłosili odpowiednie wnioski do Zakładu
Energetycznego w Koszalinie.
Przypomnijmy, postawienie jednego wiatraka
kosztuje około siedmiu milionów złotych. Podatek od wartości budowli,
który firmy muszą corocznie wpłacać do kasy gminy, wynosi dwa
procent. Szacunkowo gmina Karlino, jeśli wiatraki staną, będzie
więc dostawała ponad 300 tysięcy złotych.
Kurier Szczeciński 19.02.2002
Pejzaż z wiatrakami
Coraz więcej inwestorów zainteresowanych
jest budową siłowni wiatrowych w zachodniej części województwa
zachodniopomorskiego. Kilka farm wiatrowych stanąć ma w rejonie
Szczecina. Jest już nawet inwestor gotowy zbudować siłownie wiatrowe
w ruinach poniemieckiej fabryki benzyny syntetycznej w Policach.
Na razie są to jednak wstępne projekty. Realnych
kształtów nabiera natomiast projekt budowy największej w Polsce
elektrowni wiatrowej w Wiejkowie w okolicach Wolina.
Elektrownia wiatrowa w Wiejkowie składać
się będzie z piętnastu siłowni wyposażonych w turbiny o mocy 2
MW każda. Będzie to więc elektrownia wiatrowa o niemal dwukrotnie
większej mocy niż największy dotychczas park wiatrowy w Polsce
w Cisowie. Pracują tam turbiny o łącznej mocy 18 MW.
- Prace budowlane w Wiejkowie rozpoczną się
z niewielkim opóznieniem - powiedział Jacek
Roman z firmy EPA specjalizującej
się w realizacji projektów budowy siłowni wiatrowych. - Inwestor
uzyskał już wszystkie niezbędne pozwolenia, w tym na budowę.
Osobnym problemem związanym z budową farm
wiatrowych jest sprawa sprowadzania do naszego kraju używanych
turbin. Inwestorzy coraz częściej kupują w Danii czy Niemczech
wycofywane z eksploatacji siłownie, które następnie planują zmontować
w Polsce. Zdaniem Jacka Romana, tego "wiatrowego szrotu"
nie należy porównywać ze sprowadzaniem z Zachodu powypadkowych
aut. Używane urządzenia są bowiem nadal sprawne. Inwestor, który
decyduje się na tego rodzaju przedsięwzięcie, musi być jednak
świadomy, że sprowadzone wiatraki projektowane były do określonych
warunków lokalnych, które nie muszą być zgodne z warunkami nowego
miejsca.
- Postęp techniczny w tej dziedzinie jest
bardzo szybki, a miejsc o dobrych warunkach dla energetyki wiatrowej
nie przybywa. Użytkownicy siłowni wolą więc często zdemontować
stare i zamontować bardziej nowoczesne turbiny o większej mocy.
Stare, po kilkuletniej eksploatacji, sprzedają. Są to oczywiście
siłownie, które mogą jeszcze z powodzeniem funkcjonować. Ich wadą
jest jednak brak gwarancji i opieki serwisowej. Ryzyko ponosi
więc w całości inwestor - dodał Jacek
Roman.
Drugim problemem, który coraz częściej pojawia
się wraz z realizacją projektów elektrowni wiatrowych jest kwestia
ochrony krajobrazu. Z tego powodu kontrowersje budziła między
innymi inwestycja w Cisowie, gdzie elektrownia wiatrowa zbudowana
została na granicy "terenu krajobrazu chronionego".
Gazeta Wyborcza - Gdańsk
15.02.2002
Zachłanni na wiatr
Zamiast czekać na dotacje z Unii Europejskiej,
lepiej rozejrzeć się za firmą, która postawi na terenie gminy
elektrownię wiatrową.
Sala gimnastyczna przy gimnazjum, która zmieści
boisko do piłki ręcznej stanie jeszcze w tym roku. Tadeusz Kraus,
wójt Dębnicy Kaszubskiej, były sportowiec, marzy, żeby obok niej
wybudować kryty basen. Teraz, gdy w gminie ma powstać farma wiatraków,
sen wójta jest coraz bardziej realny. Kraus, zanim zabrał się
za rządzenie w Dębnicy, sprzedawał ludziom polisy ubezpieczeniowe.
Nuczył się wtedy szybko liczyć. Policzył wiatraki i wyszło mu,
że jeżeli staną jeszcze w tym roku, to już w przyszłym do gminnego
budżetu wpłyną co najmniej 2 miliony złotych dodatkowych dochodów.
(...)
Dlaczego Polska
Boom na elektrownie wiatrowe w Polsce właśnie
trwa. Po gminach położonych nad polskim wybrzeżem jeżdżą przedstawiciele
zachodnich firm. Poszukują dogodnych lokalizacji na farmy wiatrowe.
Do drzwi wójtów i burmistrzów pukają pośrednicy, którzy liczą
na prowizję od inwestora, gdy znajdą mu dobry teren pod farmę.
- Na Zachodzie ten typ energetyki bardzo się w ostatnich kilku
latach rozwinął i zaczyna tam brakować miejsc na farmy. W Polsce
natomiast jest jeszcze dużo miejsca i tania ziemia - mówi Edmund
Wach, prezes Bałtyckiej Agencji Poszanowania Energii z Gdańska.
- Poza tym w 2001 roku weszło w życie rozporządzenie, które zobowiązuje
zakłady energetyczne do zakupu w 2001 roku 2,4% energii ze ˇródeł
odnawialnych. To tworzy potencjał do rozwoju rynku.
Zainteresowanie zachodnich firm budową farm
wiatrowych na terenie Polski bierze się też z możliwości, które
stwarza Unia Europejska. Unijne dotacje idą w miliardy euro. W
niektórych krajach sięgają nawet 60% kosztów inwestycji. Dzięki
temu może się ona zwrócić po 7 - 8 latach, a w branży energetycznej
to bardzo krótki okres. Atutem polskiego wybrzeża Bałtyku, znanym
od lat, są też doskonałe wiatry wiejące na obszarze od Świnoujścia
do Pucka. Lepiej wieje tylko w północnej Danii i u wybrzeży Norwegii.
(...)
Ziemia jest jednak ceniona.
- Jeszcze dwa, trzy lata temu można było
kupić hektar za dwa tysiące złotych, dzisiaj kosztuje dwa razy
więcej - twierdzi wójt. Nie wiadomo, czy skok cen spowodowany
jest zainteresowaniem firm szukających miejsc na farmy, czy przekonaniem,
że po wejściu do Unii Europejskiej przyjadą tu rolnicy z Zachodu.
Wójt jest przekonany, że jednym i drugim.
Wiatraki to złoty interes nie tylko dla budżetu
gminy. Będzie ich 26, a każdy to ponad stumetrowa wieża z osadzoną
na szczycie gondolą ze śmigłami. Na wszystko inwestor musi wyłożyć
ponad 2 miliony dolarów. Do tego trzeba będzie dobudować drogi
dojazdowe, fundamenty. W całą inwestycję polsko - niemiecka spółka
Dea chce zainwestować około 300 milionów złotych. Zarobić mogą
miejscowe firmy budowlane, projektowe, transportowe, ludzie dostaną
pracę. Już teraz zarabia firma, na której ziemi postawione zostaną
wiatraki. Wieść gminna niesie, że za wydzierżawienie terenu dostanie
kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Wójt żałuje teraz, że gmina
sama nie kupiła przed laty ziemi, kiedy była tania. Wtedy zyski
by się podwoiły.
Ile to milionów
Zgodnie z założeniami polityki energetycznej
naszego kraju, do 2010 roku z czystych ˇródeł powinno pochodzić
7,8% energii wytwarzanej w Polsce, czyli około 2600 MW. I tyle
będą mieli obowiązek kupować od producentów jej dystrybutorzy.
To ogromny rynek inwestycyjny. - Na Pomorzu działa około dziesięciu
firm, które w najbliższych czterech, pięciu latach chcą budować
elektrownie wiatrowe o mocy 1000 MW - szacuje Krzysztof Dobosz,
dyrektor Wiatropol International, firmy, która chce postawić farmę
wiatrową na otwartym morzu w okolicach ujścia Piaśnicy. Obok ma
stanąć farma konkurencji. W sumie ponad 100 wiatraków i ponad
200 milionów dolarów inwestycji. Inwestorzy zamierzają rozpocząć
budowę w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.
Tylko w województwie pomorskim już teraz
można wskazać kilkanaście miejsc, gdzie planowana jest budowa
farm wiatrowych - każda po 20 - 30 wiatraków. Wiatraki mają powstawać
w okolicach Ustki, Karwi, Bytowa, Słupska i Pucka. Specjaliści
szacują, że oznacza to inwestycje o wartości ponad 500 milionów
euro w najbliższych czterech, pięciu latach. Co najmniej jedną
trzecią tej kwoty mogą zarobić lokalne firmy, budując towarzyszącą
farmom infrastrukturę. Do tego można doliczyć dziesiątki milionów
euro, które trzeba będzie wydać na budowę linii energetycznych,
do których podłączone będą siłownie. - Państwo powinno stworzyć
warunki, żeby zachodnim firmom opłacało się montować turbiny do
wiatraków również w Polsce. Nie jest to specjalnie skomplikowana
technologia - twierdzi prezes Bałtyckiej Agencji Poszanowania
Energii. (...)
Głos Szczeciński 18.02.2002
Wiatraki w ruinach starej fabryki
Być może w ruinach poniemieckiej fabryki
benzyny syntetycznej w Policach powstaną wiatraki. Do zarządu
gminy Police zgłosiła się firma zainteresowana taką inwestycją
prosząc o wskazanie miejsca, gdzie ewentualnie można je wybudować.
- Podczas wstępnej rozmowy wskazaliśmy ruiny
poniemieckiej fabryki benzyny syntetycznej - informuje Jakub Pisański,
wiceburmistrz Polic. - Nasi rozmówcy zainteresowali się taką lokalizacją.
Obecnie wydzielamy grunt pod ewentualną inwestycję. Nie chcę zdradzać
firmy. Powiem tylko, że w Polsce już budowała takie siłownie wiatrowe.
Dla gminy to bardzo atrakcyjna propozycja.
Po pierwsze, będzie w miejscu dotychczas niezagospodarowanym.
Nadal są tu ruiny fabryki, która podczas II wojny światowej dostarczała
Niemcom benzynę syntetyczną. Po drugie, każde takie przedsięwzięcie
to dodatkowe wpływy do budżetu gminy z tytułu podatku. Po trzecie
zaś, inwestycja ma charakter proekologiczny. Trzy wiatraki będą
stanowić naturalne ˇródło energii.
Gazeta Pomorska 13.02.2002
Wiaraki nad Drwęcą ?
Jedna z niemieckich firm energetycznych chce
nad Drwęcą postawić wiatraki wytwarzające energię elektryczną.
Niemcy chcą w gminie Ciechocin postawić co
najmniej 15 wiatraków. - Dopiero wtedy będzie opłacalna inwestycja
- mówi Zofia Żuchowska, wójt gminy Ciechocin. Wprawdzie gmina
Ciechocin nie leży w strefie nadmorskiej, tylko w drugiej strefie
wiatrów, to jednak nie jest zagrożeniem dla wiatrowej inwestycji.
- Na przeszkodzie stoi prawo budowlane, które mówi, że takie wiatraki
muszą stać od domostw w odległości nie mniejszej niż pół kilometra.
A nasza gmina ma dość ścisłą zabudowę - mówi Żuchowska, która
ma nadzieję, że jednak uda się pokonać te trudności.
Po co w Ciechocinie wiatraki ? Okazuje się,
że korzyść przyniosłyby one nie tylko środowisku wytwarzając czystą
energię, inwestorowi pieniądze za sprzedany prąd, ale i gminie
podatki od nieruchomości.
|