Menu:

| NOWOŚCI | O NAS | NASZA OFERTA | W MEDIACH | DOWNLOAD | KATALOG FIRM | FAQ | RÓŻNE

| ARTYKUŁY | PORADNIK | EKONOMIA | TECHNIKA | EKOLOGIA | PRAWO | FARMY WIATROWE | GALERIE

Archiwum...





Zapisz się...

Jesli chcesz być informowany o nowosciach z zakresu elektrowni wiatrowych i aktualizacjach serwisu wpisz swój adres e-mail.
Zapisz Usuń

Adresy będa wykorzystane tylko przez serwis "Elektrownie-wiatrowe" i nie będą udostępniane do innych celów.

Pażdziernik 2004

 

 

Gazeta Prawna 18.10.2005

Farma wiatrowa PEP - 22MW

Polish Energy Partners rozpocznie budowę elektrowni wiatrowej o mocy 22 MW prawdopodobnie na początku listopada. Następne dwie inwestycje ruszą w przyszłym roku. Kiedy PEP zrealizuje swoje inwestycje, może mieć jedną trzecią rynku elektrowni wiatrowych w Polsce.

Polish Energy Partners (PEP) podpisuje ostatnie kontrakty związane z budową elektrowni wiatrowej o mocy 22 MW (megawatów). Spółka nie ujawnia ani miejsca inwestycji, ani wykonawców. Z naszych informacji wynika, że farma wiatrowa powstanie w Pucku, a wykonawcą robót będzie prawdopodobnie duńska spółka Vestas. Duńczycy, którzy specjalizują się w technologii dla tego typu elektrowni, realizowali wszystkie większe inwestycje w wiatr w Polsce w ostatnich latach, np. Barzowice i Cisowo.

Inwestycja PEP miała ruszyć we wrześniu. Dwumiesięczne opóźnienie nie zagraża jednak uruchomieniu elektrowni w planowanym na wrzesień przyszłego roku terminie.

- Realizacja dobrze przygotowanego projektu średniej wielkości (a takim jest farma PEP) zajmuje około 6-8 miesięcy - mówi Krzysztof Prasałek ze spółki EPA, która przygotowywała projekt PEP.

Firma ma zapewniony zbyt na energię, która będzie wytwarzana w Pucku. Odbiorcą będzie spółka Polenergia, która parafowała piętnastoletni kontrakt o wartości ok. 140 mln zł.

Wartość inwestycji w Pucku ocenia się na 105 mln, z czego według wcześniejszych zapowiedzi PEP miał wyłożyć 26 mln zł. Pozostałe środki planowano pozyskać z zewnątrz, m.in. z Ekofunduszu, który dysponuje środkami z tzw. ekokonwersji długu (czyli zamiany części zagranicznego długu Polski na wsparcie przedsięwzięć ekologicznych).

Perspektywy dla inwestycji w energetykę wiatrową są bardzo dobre.

- Energia wiatrowa będzie potrzebna, aby przedsiębiorstwa energetyczne mogły wypełnić narzucone limity - mówi Paweł Puchalski z DM BZ WBK.

Obowiązkowy limit zakupu energii odnawialnej wzrasta co roku, z obecnych 3,1 proc. aż do 9 proc. w 2010 roku. Zdaniem Pawła Puchalskiego możliwości wykorzystania biomasy (np. słomy, odpadów roślinnych, zrębków drewna) czy wody do produkcji energii nie wystarczą do zrealizowania limitów.

Oprócz farmy w Pucku, PEP planuje rozpocząć w przyszłym roku dwie inne inwestycje w energetykę wiatrową w Polsce. Moc wszystkich projektowanych elektrowni wiatrowych PEP wyniesie 111 MW, co mogłoby dać firmie jedną trzecią rynku. Wszystkie farmy w kraju osiągają obecnie moc 57 MW. Wkrótce ma być oddane kolejne 50 MW w parku wiatrowym w Tymieniu, które buduje spółka EEZ. Trzy największe elektrownie wiatrowe Barzowice, Cisowo i Wolin dysponują 53 MW.

Grupa PEP po I półroczu wypracowała 6,9 mln zł zysku netto, na koniec roku prognozuje 9 mln zł. W ubiegłym roku zarobiła 8,6 mln zł netto.

 

Puls Biznesu, 11.10.2005

Spółki dystrybucyjne bały się, że zapłacą za zieloną energię więcej, niż będą mogły odzyskać od odbiorców. Ale regulator zostawił im furtkę.

Urząd Regulacji Energetyki (URE) postanowił podtrzymać pierwotne założenia do przyszłorocznych taryf spółek dystrybucyjnych w zakresie kosztów zakupu zielonej energii. Dystrybutorzy domagali się podwyższenia wyznaczonej przez regulatora kwoty (niespełna 156 zł za MWh), bo ich zdaniem tzw. świadectwa pochodzenia energii (z ekologicznego źródła), czyli rodzaj certyfikatów dokumentujących realizację obowiązku zakupu zielonego prądu, mogą okazać się znacznie droższe.

Jak zwykle złe prawo

Przypomnijmy, że świadectwa pochodzenia wprowadziła ubiegłoroczna nowelizacja prawa energetycznego. Sprzedawcy energii objęci obowiązkiem zakupu ekoprądu od początku krytykowali wyznaczenie w ustawie konkretnej wysokości tzw. opłaty zastępczej, czyli "kary" za niezrealizowanie obowiązkowych "zielonych zakupów". Za ten rok wynosi ona aż 240 zł za MWh. Każda spółka, której dotyczy obowiązek, musi wylegitymować się świadectwami pochodzenia dla energii stanowiącej 3,1 proc. jej całkowitego wolumenu rocznej sprzedaży. Rozliczenie nastąpi z końcem marca następnego roku. Kto kupi za mało, zapłaci dodatkowe 240 zł za każdą brakującą MWh.

- Każdy posiadacz świadectw pochodzenia, jeśli nie ma problemu z płynnością, będzie trzymał je do końca marca. Jeśli okaże się, że na rynku jest niedobór, ceny świadectw mogą zbliżyć się do poziomu opłaty zastępczej, czyli 240 zł za MWh - mówi Grzegorz Górski, prezes Electrabela Polska.

Jego zdaniem, przyjęcie przez URE taryfowej ceny świadectw pochodzenia na poziomie 156 zł to próba uniknięcia oczywistych konsekwencji ustawowego rozwiązania, o którym od początku było wiadomo, że jest złe.

Nie ma strachu

URE uważa, że łączny koszt zakupu zielonej energii na poziomie prawie 360 zł (240 zł za świadectwo pochodzenia + średnia cena energii z konwencjonalnych źródeł, czyli około 118 zł) to poziom horrendalny i zdecydowanie zbyt duże obciążenie dla odbiorców.

- Nowe inwestycje w źródła odnawialne wymagają łącznej ceny na poziomie najwyżej 260 zł za MWh, co oznacza, że nasze 274 zł (156 zł + 118 zł) doskonale się broni. Gdyby na rynku był deficyt, ceny świadectw rzeczywiście mogłyby się zbliżyć do 240 zł, ale na razie zanosi się raczej na nadwyżkę. Na podstawie liczby świadectw zarejestrowanych w I półroczu prognozujemy, że udział zielonej energii może wynieść nawet 4,2 proc. - twierdzi Tomasz Kowalak, dyrektor departamentu taryf w URE.

Spółki dystrybucyjne jeszcze niedawno obawiały się, że w wyniku polityki regulatora będą musiały pokryć wyższe koszty zakupu ekoprądu z własnych zysków. Ale już się nie boją.

- Regulator zapewnił, że jeśli świadectwa rzeczywiście będą droższe, każda spółka będzie mogła wystąpić o korektę taryfy. To rozwiązuje problem - wyjaśnia Dariusz Lubera, prezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej.

Tomasz Kowalak zastrzega jednak, że to nie oznacza, iż regulator będzie akceptował dystrybutorom dowolnie wysokie koszty.

 

Strona główna | Oferta | Media | Katalog firm | Artykuły | Poradnik | Technika | Ekonomia | Ekologia | Prawo | Farmy | Galerie

Wszelkie prawa zastrzeżone.
Created by Paweł Premicz 2000-2006 KVM