|
Sierpień 2002
Rzeczpospolita 21.08.2002
( za www.CIRE.pl )
Turbiny są, ale kto kupi prąd
Elektrowniom wiatrowym grozi bankructwo,
bo od 1 lipca produkują energię elektryczną, na którą nie ma odbiorcy.
Obecnie, na naszym wybrzeżu działa 30 wiatraków
o łącznej mocy 28 MW. Jeśli nowe przepisy nie odstraszą zagranicznych
firm, to tylko na polskim wybrzeżu powstanie 2 tys. turbin. Poza
okolicami Koszalina, gdzie wyrosły dwie największe farmy wiatrowe,
duże ich skupiska mają powstać na obszarze ZE Słupsk (ponad 1300
MW), Szczecina (1100 MW), a także w energetyce poznańskiej i gdańskiej.
W dalszej perspektywie planuje się budowę siłowni wiatrowych o
łącznej mocy ponad 7 tys. MW w całym kraju. Jednak cytowany w
artykule prezes URE Leszek Juchniewicz twierdzi, że rozwój energetyki
wiatrowej na tak dużą skalę skutkowałby wzrostem cen energii.
Według Prezesa Polska nie potrzebuje kosztownych mocy wiatrowych.
Rzeczpospolita przypomina również przyczyny powstania zamieszania
wokół energetyki wiatrowej w naszym kraju. 1 lipca Polskie Sieci
Elektroenergetyczne wprowadziły zmiany do Regulaminu Rynku Bilansującego
(nowe zasady rozliczeń zakupu i sprzedaży energii). Jednym z efektów
tych zamian jest to, że zakłady energetyczne, aby nie ponosić
dodatkowych kosztów muszą narzucić elektrowniom wiatrowym precyzyjny,
godzinowy grafik dostaw energii elektrycznej.
Krystian Stachowiak, prezes zarządu spółki
Energi-eco wystosował skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
- Wprowadzone zmiany powodują, że PSE kosztem energetyki wiatrowej
chce osiągnąć dodatkowe korzyści finansowe, prowadząc do upadku
powstałe farmy wiatrowe - napisał. Dyrektor ZE Koszalin Jarosław
Ciechanowicz przyznał w wypowiedzi dla Rzeczpospolitej, że w przypadku
elektrowni wiatrowych jest niemożliwe godzinowe planowanie produkcji
energii elektrycznej. ZE Koszalin wystąpił do PSE i URE o zwolnienie
z grafikowania wszystkich Ąródeł odnawialnych, docelowo zaś uważa,
iż niezbędna jest zmiana rozporządzeń i prawa energetycznego.
- Jeśli wiatrak nie wyprodukuje przewidzianej
energii, muszę ją dokupić z rynku bilansowego, płacąc po 250-260
zł za MWh, i sprzedam ją za 70 lub 90 zł - wyjaśnia w Rzeczpospolitej
Ciechanowicz. Tę wyższą cenę w zależności od tego, jakie będą
odchylenia oraz jakie będą ceny na rynku bilansującym zakupu i
sprzedaży energii, zapłacą mieszkańcy regionu koszalińskiego.
Na terenie obsługiwanym przez koszalińskiego dystrybutora energii
pracuje ok. 80 proc. wszystkich wiatraków (niespełna 25 MW).
Super Expres 21.08.2002
Wiatraki pod prąd
Energetyczni monopoliści ani myślą kupować
prądu wytworzonego przez małe firmy, które zainwestowały w siłownie
wiatrowe - To skandal ! Czujemy się teraz jak frajerzy, nabici
w butelkę przez monopolistów: Zakłady Energetyczne oraz Polskie
Sieci Elektroenergetyczne - mówi Piotr Wiśniewski z zarządu firmy
Energia Eco.
Wiatraki pod Darłowem się kręcą, ale nie
zarabiają. Nikt nie potrafi powiedzieć, jak długo jeszcze. Jeszcze
dwa lata temu interes z wiatrakami wydawał się pewny jak lokata
w szwajcarskim banku. Dziś największe w Europie siłownie wiatrowe
stojące pod Darłowem kręcą się, ale do kupienia zielonej energii
nikt się nie kwapi. Wiatrowy biznes
A miało być jak w Europie. W 2000 roku minister
gospodarki zapalił inwestorom zielone światło - wydał rozporządzenie
nakładające na zakłady energetyczne obowiązek skupowania zielonej
energii (miała stanowić 2,5 proc. całej energii). Narodowy Fundusz
Ochrony Środowiska zapraszał do budowy elektrowni wiatrowych dając
atrakcyjny kredyt. Państwowy Eko-Fundusz miał do wydania kilkadziesiąt
milionów na dotacje.
Chętni ustawili się w kolejkę. Pierwsza duża
farma wiatrowa powstała w maju 2001 roku w Barzowicach niedaleko
Słupska. - To była pierwsza elektrownia wiatrowa z prawdziwego
zdarzenia. Szansa na rozwój ekologicznej energetyki, bez węgla,
dymu i zatruwania środowiska - mówi Wojciech Romaniszyn, prezes
spółki Elektrownie Wiatrowe SA, który od 10 lat zajmuje się "wiatrowym
biznesem". Wydał na zieloną elektrownię 25 mln zł - kredyt,
oszczędności i prawie 7 mln dotacji z Eko-Funduszu.
Kula u nogi
W styczniu tego roku pełną parą ruszyła elektrownia
wiatrowa w Cisowie koło Darłowa. Firma Energia Eco postawiła tam
największe w Europie wiatraki, zdolne zasilać w prąd 30-tysięczne
miasteczko. Kosztowało to 90 mln zł (dotacja państwa - prawie
30 mln zł).
- Weszliśmy w elektrownie wiatrowe, by zyskać
mocną podporę finansową dla innych działań. Elektrownia miała
się zwrócić w ciągu 7 lat. Jednak to, co miało być podporą, stało
się kulą u nogi - stwierdza gorzko Wiśniewski.
Nie, bo nie
Powód jest prosty. Gdy przyszło do sprzedaży
zielonego prądu, zakłady energetyczne roześmiały się przedsiębiorcom
w twarz. - Większość stwierdziła, że nie kupi naszego prądu. Nie
i koniec - mówi Wiśniewski. - Z wielkim trudem podpisaliśmy umowę
z jednym, jedynym odbiorcą. - To proste. Monopoliści bronią się
rękami i nogami przed oddaniem kawałka tortu, który do tej pory
sami zajadali - stwierdza Romaniszyn. Urząd Regulacji Energetyki
nie ukarał, choć mógł i miał do tego prawo, żadnego z dyrektorów
ZE.
1 lipca Polskie Sieci Elektroenergetyczne
- państwowa firma zajmująca się przesyłem energii, narzuciły "wiatrakom"
nowy regulamin rozliczania się za dostarczaną energię. Elektrownie
muszą planować z 48-godzinnym wyprzedzeniem, ile prądu wyprodukują.
Jeśli wyprodukują za dużo, zapłacą karę. Jeśli za mało - też.
- Musiałbym zatrudnić jasnowidza, który będzie
mi przepowiadał, jaki będzie pojutrze wiatr pod Darłowem, bo od
tego zależy, ile prądu wyprodukuje farma - zżyma się Wiśniewski.
"Wiatrakowcy" interweniowali u
prezesa URE. Ten rozłożył ręce. Turbiny nadal się kręcą, ale już
za darmo. - Dostarczam energię do sieci, ale nie jestem w stanie
rozliczyć się z zakładem energetycznym. Więc nie dostaję ani złotówki.
Co mam robić!? Oddałem sprawę do sądu - denerwuje się Wojciech
Romaniszyn. Jest na granicy bankructwa.
Finał w sądzie
Co na to Eko Fundusz, który z pieniędzy podatników
wydał miliony na dotacje budowy elektrowni wiatrowych? - Na tę
sprawę patrzymy z coraz większym poirytowaniem. Przecież nie wydaliśmy
35 milionów dotacji po to, by postawić nikomu niepotrzebne pomniki!!!
- mówi Mariusz Popiołek z Eko Funduszu. - Oczekujemy rzeczywistych
efektów. Albo URE, albo minister gospodarki musi pogodzić interesy
farm i zakładów energetycznych.
Gazeta Lubuska 20.08.2002
Cenny wiatr
Firma El-Tech zamierza wybudować koło Gorzynia
22 elektrownie na wiatr. - Wiatraki mają stanąć na gruntach należących
do Akademii Rolniczej w Poznaniu - mówi burmistrz Juliusz Koch.
- Niemiecki koncern energetyczny zamierza zainwestować tam 50
mln euro, czyli ponad 200 mln zł. Inwestora reprezentuje firma
El-Tech z Gorzowa Wlkp. Ustaliliśmy, że każdy wiatrak ma mieć
wydajność rzędu 2 megawatów. Niemcy i ich lubuscy partnerzy liczą
na jak najszybsze rozpoczęcie inwestycji. Także w międzychodzkim
magistracie mają nadzieję, że negocjacje zakończą się pomyślnie.
Huragan profitów
- Inwestycja powinna ożywić lokalną gospodarkę
- uważa burmistrz. - Wprawdzie nasi mieszkańcy raczej nie znajdą
pracy przy montowaniu wiatraków, bo zajmują się tym wysoko wykwalifikowani
fachowcy, jednak robotnicy muszą przecież gdzieś spać i jeść.
Zarobią więc sklepikarze, właściciele punktów gastronomicznych
i kwater. Być może nasze firmy otrzymają też zlecenia jako podwykonawcy.
W magistracie podkreślają, że po uruchomieniu
siłowni właściciel zasili kasę gminy pieniędzmi z tytułu podatku
od budowli. - Podatek ten wynosi 2 proc. wartości danego obiektu,
a wartość wiatraków ma sięgać 200 mln zł - mówi J. Koch. - Łatwo
obliczyć, że możemy liczyć nawet na 4 mln zł rocznie. Negocjacje
w sprawie wybudowania pod Gorzyniem farmy wiatrowej rozpoczęły
się wiosną. Inwestor wybrał działki należące do AR z uwagi na
znajdujące się tam wzgórza i wiejące silne zachodnie wiatry. Równie
ważna jest sieć komunikacyjna, gdyż ważące po kilkadziesiąt ton
elementy wiatraków będą dowożone z Niemiec specjalnymi ciężarówkami.
Przyszłe opłaty za dzierżawę objęte są tajemnicą handlową, ale
mówi się o kwotach rzędu 20 tys. zł za dzierżawę kilkunastoarowej
działki.
Z rolnych na przemysłowe ?
W Gorzyniu spotkają się przedstawiciele inwestora,
wykonawcy, właściciela terenu i władz samorządowych. - Będziemy
omawiać techniczną stronę inwestycji - zapowiada wiceburmistrz
Mieczysława Pakuła-Pięta. - Musimy też wyjaśnić, czy budowa takich
elektrowni wymaga przekwalifikowania gruntu i zmian w planie przestrzennego
zagospodarowania gminy. Jeśli tak, inwestor musi się liczyć z
pewnym opóĄnieniem terminu rozpoczęcia budowy, bo procedury związane
z wprowadzeniem tych zmian są czasochłonne.
Rzeczpospolita 2002.08.02
Wszystko pod prąd
Farmom wiatrowym w Cisowej i Barzowicach oraz kilku budowanym
grozi zamknięcie gdyż od 1 lipca br. elektrownie wiatrowe produkują
energię, nie mając umów na jej przesyłanie i sprzedaż.
Wyłączenie elektrowni w Cisowej zapowiada Piotr Wiśniewski z
zarządu Energii-Eco. Dziewięć wiatraków należących do tej spółki
może produkować 55 GWh energii rocznie. Elektrownia w Cisowie
kosztowała 90 mln zł. Problemy ma również Wojciech Romaniszyn
właściciel elektrowni w Barzowicach która rocznie jest w stanie
wygenerować prawie 12 GWh energii. Inwestycja pochłonęła 25 mln
zł.
Sprawę komplikuje fakt, że 30 proc. środków wyłożonych na farmy
w Cisowie i Barzowicach pochodzą z ekokonwersji polskiego zadłużenia
zagranicznego (pod warunkiem przeznaczenia na inwestycje w ochronie
środowiska) lub wprost ze środków inwestorów zagranicznych.
Problem powstał wraz ze zmiana od 1 lipca zasad funkcjonowania
rynku bilansującego wprowadzonych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne
SA. Po zmianach wprowadzonych przez PSE zakład energetyczny, aby
nie ponosić dodatkowych kosztów, musi narzucić elektrowniom wiatrowym
precyzyjny, godzinowy grafik dostaw prądu.
Wg. Romaniszyna obecnie elektrownie wiatrowe muszą prognozować
z 48-godzinnym wyprzedzeniem godzinową ilość energii wprowadzaną
na rynek bilansujący, ale problem w tym, że nie wiadomo, jaki
będzie wiatr, i w elektrowniach wiatrowych nie wiedzą, ile wyprodukują
prądu. Choć generalnie zawsze gdzieś wieje.
Z tego względu jeden z uczestników procesu sprzedaży i przesyłania
"zielonej" energii elektrycznej musi ponieść wszystkie
koszty odchyleń od prognozowanej produkcji. Dla właścicieli elektrowni
wiatrowych poniesienie tych kosztów oznacza zakończenie działalności,
bo koszty produkcji energii znacznie przewyższą przychody ze sprzedaży.
Zakład Energetyczny Koszalin SA (odbiera energię z farmy w Cisowie)
nie chce ponosić tych kosztów, gdyż w taryfach zatwierdzonych
przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki dla tego zakładu nie
są one ujęte. Odbiorca energii (np. Energetyczne Konsorcjum Zachodnie)
również nie zamierza ponosić tych kosztów, prędzej zrezygnuje
z zakupu energii wyprodukowanej przez elektrownie wiatrowe.
Z tego względu od 1 lipca elektrownie wiatrowe produkują energię,
nie mając zawartej żadnej umowy sprzedaży oraz przesyłowej.
Wiceprezes URE Wiesław Wójcik odnosząc się do tej sytuacji powiedział,
że URE zapowiada modyfikację nowych przepisów, a nawet wyłączenie
energii odnawialnej z rynku bilansującego. URE zapewnia, że rozumie,
że Zakład Energetyczny w Koszalinie nie może on ponosić z tego
względu dodatkowych kosztów.
Gazeta Wyborcza 2002.07.17
W Czempiniu powstaną elektrownie wiatrowe
Dziewiętnaście wiatraków, z których każdy
będzie produkował do 2,5 MW energii, powstanie za dwa lata pod
Czempiniem. Burmistrz Czempinia Kazimierz Dembny nie kryje dumy.
- W okolicy zawsze stały wiatraki. Teraz czas, by powstała elektrownia
wiatrowa - mówi. Choć sama inwestycja to wciąż koncepcja, burmistrz
nie kryje, że przygotował już szczegółowy harmonogram powstawania
elektrowni. - Nie widzę przeszkód, które uniemożliwiłyby powstanie
tej inwestycji - podkreśla. - Jest już inwestor i są tereny, na
których elektrownia może stanąć - mówi. 19 wiatraków wyrosnąć
ma na polach w okolicy wsi Piotrowo I, Piotrowo II, Zadory i Rożkowo,
mniej więcej 8 km na zachód od Czempinia. - Jest tam teren o powierzchni
ok. 1,4 tys. ha - mówi Dembny. - Taka powierzchnia jest potrzebna
dla działania elektrowni, choć sama farma wiatrowa zajmie tylko
3,5 ha - wyjaśnia. W tej chwili miejscowy plan zagospodarowania
terenu przewiduje w tym miejscu tereny uprawne. - Rada Miejska
musi teraz przegłosować zmianę planu. A wtedy budowa ruszy - mówi
burmistrz. Według niego zmiana planu nastąpi najpóˇniej na początku
2003 r. - W połowie 2003 r. powinniśmy otrzymać pozwolenie na
budowę i zaraz może ruszać budowa elektrowni - zaznacza. Otwarcie
obiektu planuje na 2004 r. Każdy z wiatraków produkować będzie
od 1,5 do 2,5 MW.
(...) - Energia z elektrowni wiatrowej trafi
do ogólnej sieci energetycznej - mówi burmistrz Dembny. - Czempiń
po prostu udostępnia niemieckiej firmie Wind Power teren - tłumaczy.
- W ten sposób przyciągamy zachodni kapitał, który zainwestuje
u nas 50 mln euro - dodaje. Co jeszcze Czempiń będzie miał z elektrowni
? - Podatki od firmy, zagospodarowanie niewykorzystywanych terenów
rolnych i na pewno nowe miejsca pracy - wylicza burmistrz. - Oraz
opinię gminy, która jest otwarta na zachodni kapitał.
|