|
Z wiatrem czy pod wiatr
Choć cała niemiecka gospodarka tkwi
w recesji, to energetyka wiatrowa kwitnie. Jednak nad branżą zbierają
się już pierwsze chmury.
Anna Rubinowicz, Berlin
"Gazeta Wyborcza"
Kto podróżuje przez północne Niemcy ten nie
przeoczy na równinach białych masztów z głowicami potężnych wirników.
Wyrosły błyskawicznie, w ciągu ostatniej dekady. W 1990r w Niemczech
było tylko 548 masztów wiatrowych o mocy 18 MW, to dziś jest ich
prawie 14 tyś o łącznej mocy ponad 12 tyś MWh. - Niemcy są mistrzem
świata w energii wiatrowej - z zadowoleniem mówił w zeszłym roku
minister gospodarki Werner Muller - Jedna trzecia mocy zainstalowanej
na całym świecie przypada na Niemcy. W rekordowym 2001r. obroty
branży wyniosły 3,5 mld euro, a moc siłowni wzrosła o 60 proc.
Dziś wiatr dostarcza 3,75 proc. energii w Niemczech (według danych
organizacji ekologicznej WorldWideWath za 2002 r), a w regionach
nad morskich nawet 15-30 proc. Co istotne sektor energetyki wiatrowej
daje dziś pracę rosnącej rzeszy ludzi. Jest to tym ważniejsze
ze siłownie wiatrowe skupiają się na niezbyt uprzemysłowionej
północy Niemiec gdzie o pracę wyjątkowo trudno. Wszystkie osiem
czołowych firm tej branży ma siedziby w północnych Niemczech,
aby skrócić kosztowny transport gigantycznych turbin i wież. W
ubiegłym roku w tej branży zarobek znalazło w całych Niemczech
43 tyś osób, o 3 tyś więcej niż rok wcześniej. Nic dziwnego, ze
najbiedniejszy niemiecki land - nadbałtycka Meklemburgia Pomorze
Przednie licząca tylko 2 mln. mieszkańców - wielkie nadzieje pokłada
właśnie w biznesie związanym z wiatrem. W wewnętrznej prognozie
landowego rządu mowa jest o 15 tys. nowych miejsc pracy w tym
sektorze w najbliższych latach a więc - jak mówi szef wydziału
przemysłu w ministerstwie gospodarki Frank Mecklenburg - o potrojeniu
zatrudnienia.
Dlaczego powiało?
- Dzięki polityce państwa - przyznaje w rozmowie
z Gazetą Chnstian Hinsch z branżowego Związku Energetyki Wiatrowej
"WindEnergie". Już w 1991r. rząd Niemiec uchwalił ustawę
o zasadach dostarczania prądu do sieci przez producentów energii
faworyzującą producentów przyjaznych dla środowiska. 1 kwietnia
2000 r zastąpiła ją ustawa o priorytecie energii odnawialnych,
która zobowiązała właścicieli sieci energetycznych do kupowania
prądu ekologicznego" po zagwarantowanych cenach minimalnych
przez 20 lat. Dla prądu z wiatru wynosi ona dziewięć eurocentów
za kWh i spadnie z biegiem czasu do około sześciu centów. Na zakup
prądu z wiatru właściciele sieci wydali w 2001 r 950 min euro.
Celem ustawy jest 12,5proc. udział energii odnawialnych w bilansie
energetycznym kraju w 2010 r (to cel całej UE) - w 1998r było
to 5,2 proc, w 2002r już 8 proc. Poza tym trzeba czymś zastąpić
prąd uzyskiwany z atomu, skoro elektrownie jądrowe zostaną zamknięte
do 2020r. Latem ub r minister gospodarki Werner Muller konstatował
- Pozytywny rozwój sytuacji zawdzięczamy zasadniczo ustawie o
energiach odnawialnych - Ustawa daje inwestorom w tej branży bardzo
duże bezpieczeństwo inwestycyjne aż na 20 lat - potwierdza Chnstian
Hinsch. Dodatkowo państwo i landy przyznają inwestorom korzystne
kredyty na budowę siłowni wiatrowych.
Psują krajobraz
Czy nie jest to boom na glinianych nogach
? Czy energia wiatrowa ma szansę kiedykolwiek się opłacać ?
Aby to ocenić, trzeba najpierw odpowiedzieć,
czy w Niemczech wieje wystarczająco silny i stały wiatr. I tu
branża i eksperci są sceptyczni - warunki naturalne Niemiec nie
są najlepsze, odpowiednio silne i stałe wiatry wieją tylko w rejonach
nadmorskich, a te są już zabudowane wiatrakami. Nowo ustawiane
turbiny w głębi lądu są mniej wydajne i mimo że często się obracają,
nie dają opłacalnych ilości prądu. Nadzieją branży są planowane
siłownie morskie ustawiane zarówno w strefie przybrzeżnej jak
i na pełnym morzu.
Przeciwnicy energetyki wiatrowej (rząd uważa,
ze ich liczba rośnie, protestują przeciwko gigantycznym wiatrakom,
bo psują krajobraz, szkodzą turystyce, hałasują jak przelatujące
w oddali samoloty i powodują nużące efekty stroboskopowe, a przede
wszystkim są zbędne i nieekonomiczne. Twierdzą, ze wiatraki dostarczają
prądu średnio tylko przez 77 dni w roku, podczas gdy przez pozostałych
288 dni stoją nieruchomo. A ponieważ nie sposób przewidzieć, kiedy
wiatr zawieje, potrzebna jest rezerwa prądu z elektrowni tradycyjnych
- węglowych i atomowych. To unicestwia efekt ekologiczny, zwłaszcza
docelowe mniejsze wydzielanie dwutlenku węgla. W praktyce 14 tyś
wiatraków zapewnia nie prawie 4 proc , lecz tylko 1 proc. niemieckiego
zużycia prądu - twierdzą przeciwnicy energii wiatrowej.
- To prawda, ze prąd z wiatru jest nie stały,
ale nieprawda, ze potrzeba potężnej rezerwy mocy w elektrowniach
konwencjonalnych - mówi Chnstian Hinsch ze związku branżowego
WindEnergie.
Bo tak naprawdę nikt nie wie, ile rezerwy
potrzeba, a problem można łatwo rozwiązać, zastępując ociężałe
elektrownie węglowe czy na ropę nowoczesnymi elektrowniami na
gaz ziemny, których wydajność można szybko przestawić. - Korzystanie
z energii wiatru nigdy nie będzie w Niemczech opłacalne w porównaniu
z innymi rodzajami elektrowni, ale w tym wypadku nad ekonomią
góruje polityczna decyzja ekologiczna - zmniejszę nie wydzielania
dwutlenku węgla, i jest to oczywiście uprawnione - mówi Jochen
Diekmann, ekonomista, specjalista ds. energetyki w Niemieckim
Instytucie Badań Gospodarczych DIW w Berhme - Nie można zakładać,
ze zbudowanie wiatraka o mocy 1 MW zastąpi blok konwencjonalnej
elektrowni o tej samej mocy. Konieczność rezerw nie przemawia
przeciwko energii wiatrowej zwłaszcza regionalne, tam gdzie wiatr
może mieć znaczny wkład do bilansu energetycznego. Ustawę o priorytecie
energii odnawialnych krytykują konwencjonalne koncerny energetyczne.
Zdaniem rzecznika EON Energie Alexandra Landa ustawa nie zachęca
producentów urządzeń i energii do obniżania kosztów i stwarza
inwestorom "złudne bezpieczeństwo, coś w rodzaju gwarantowanego
przez państwo zysku". - Widać to już po tym, że koszty inwestycji
w energetyce wiatrowej i słonecznej spadły nieznacznie, przez
co urządzenia do elektrowiatraków można kupić za granicą taniej
niż w kraju, który sam uważa się za mistrza świata w tej branży
- mówi, "Gazecie" Land. Mimo to EON też inwestuje w
energetykę wiatrową - ma 140 MW mocy w turbinach i pracuje nad
wiatrakami morskimi.
Chmury nad wiatrakami
Branża wciąż kwitnie i ustawa daje jej stabilne
perspektywy choć nad horyzontem zbierają się pierwsze chmury W
kwietniu jeden z potentatów branży - Nordex - zameldował o spadku
zamówień i problemach z finansową płynnością, a giełdowi analitycy
głosili, ze cała i branża ma "marne szansę wzrostu".
W I kwartale br. energetyka wiatrowa zanotowała pierwszy od siedmiu
lat spadek mocy nowo instalowanych turbin - od stycznia do marca
zamontowano tylko 370 MW mocy, o 100 MW mniej niż w I kwartale
2002. Na cały 2003r związek branżowy WindEnergie przewiduje spadek
nowo zainstalowanej mocy turbin o 10 proc - z 3250 MW do 3000
MW. O tym, ze niemiecki rynek wiatrowych turbin jest zapchany,
wiedzą wszyscy obserwatorzy - Najlepsze stanowiska na ladzie są
już zajęte, sprzedaż na ich potrzeby zaczyna spadać - mówi ekonomista
Diekmann - Państwo usiłuje wspierać eksport technologu i sprzętu,
nadzieje pokłada się tez w wymianie starszych i słabszych turbin
oraz w siłowniach na pełnym morzu. Przedstawiciele branży uważają,
ze przyczyną spadku są przedłużające się skomplikowane formalności
związane z uzyskiwaniem zezwoleń na budowę wiatraków oraz powolną
wymianę starych turbin na nowe. Nowoczesne wiatraki mają ponad
100 m wysokości i ich ustawienie trzeba uzgadniać także z władzami
lotniczymi. Aby branża była w stanie zatrudniać na dłuższą metę
dzisiejsze 40 tyś osób, musi wzrosnąć eksport - w ciągu pięciu
lat z 20 do 60-70 proc produkcji - przyznają producenci turbin.
Rząd uruchomił rok te mu program wspierania eksportu urządzeń
i technologu energetyki wiatrowej. Rynek zbytu jest, bo według
szacunków Niemieckiego Instytutu Energetyki Wiatrowe) do 2010r
moc takich turbin na całym świecie wzrośnie z 25 tyś do 120 tyś
MW.
Kierunek: morze
Największą nadzieją są jednak siłownie na
morzu bo dopiero wiatry morskie da ją szansę prawdziwej opłacalności
Z drugiej strony jest to technologia niezwykle kosztowna - ze
względu na rozmiary masztów i turbin, trudności z montażem i serwisem
oraz transmisją energii na ląd. W Niemczech nie uruchomiono na
razie ani jednej siłowni morskiej na przełomie 2004/05 r jesienią
przy ujściu rzeki Warne pod Rostockiem ma ruszyć urządzenie doświadczalne
W planach jest też, wiatrakowisko" w pobliżu wyspy Borkum
na Morzu Północnym. Wciąż nie zakończone są badania nad wpływem
gigantycznych masztów i turbin na środowisko naturalne, zwłaszcza
na morskie ssaki i ptaki wędrujące, ale także nad utrudnieniami
dla żeglugi, turystyki, rybołówstwa, przemysłu naftowego i wojska.
Nawet rządowi eksperci przewidują, że konflikty wokół instalacji
wiatraków morskich będą się nasilać i że akceptacja społeczna
dla tej branży będzie raczej spadać. Według planów rządu federalnego
do 2006 r. na pełnym morzu (tj. poza strefą przybrzeżna) ma zostać
zainstalowanych 500 MW mocy, a docelowo, do 2030 r. na Bałtyku
i Morzu Północnym mają pracować turbiny o mocy nawet 25-30 tyś.
MW, a to stanowiłoby 15 proc. zużycia prądu w Niemczech. Byłby
to ogromny sektor gospodarczy zapewniający pracę kolejnym 30 tyś.
osób. Nadmorskie landy widzą w tej technologii także szansę dla
ledwo zipiących stoczni, które mogłyby produkować i montować turbiny
i maszty bądź statki do ich transportu i montażu. Czy tak się
stanie ? Dziś to wróżenie z fusów. Na razie sektor energii odnawialnych,
w tym największy jej dział energetyki wiatrowej są zbyt małe,
aby stać się impulsem napędzającym koniunkturę na szerszą skalę
- mówi Diekmann. To jednak, czy wiatraki kiedykolwiek będą się
opłacać na wolnym rynku, zależy nie tylko od kosztów wytwarzanej
przez nie energii, ale także od cen prądu z innych surowców. -
Jeśli inne źródła energii staną się trudniej dostępne i rzadsze,
to prąd z wiatru może wyjść z niszy. Nie stanie się to jednak
w ciągu najbliższych dekad - przewiduje berliński ekonomista.
|